decoration decoration decoration
decoration
leaf leaf leaf leaf leaf
decoration decoration

W małym Krakowie – poznajemy tajemnice Biecza

Keszomaniacy - W małym Krakowie - poznajemy tajemnicę Biecza 1

Szczęśliwym zrządzeniem losu i dzięki sporym wysiłkom Szarotki, wyjazd na pierwszopiątkowy event w Jaśle udało się rozciągnąć na 3 dni, w trakcie których mogliśmy oddać się naszym dwóm największym pasjom: górskim wędrówkom i geocachingowi. O tym jak nam minął (naj)pierwszy lipcowy piątek możecie przeczytać tutaj, a tych którzy śledzą nas na bieżąco zapraszamy na dalszy ciąg naszego wyjazdu, w trakcie którego zwiedzimy średniowieczne miasto Biecz. W drogę!

Pierwotnie nasze plany zakładały pierwszosobotnie keszowanie w Gorlicach połączone ze zwiedzaniem i poznawaniem miasta, jednak za namową Bartolomeusza i Paoli obraliśmy kurs na miasto Biecz, zakładając że gospodarze terenu wiedzą co polecić. I jak się okazało wiedzieli doskonale.

Biecz oddalony jest od Pielgrzymki, gdzie mieliśmy nocleg, niemal o rzut beretem (25 km), dlatego nie zrywaliśmy się skoro świt i na wycieczkę udaliśmy się wyspani oraz najedzeni, co pozwoliło nam na lepszą koncentrację i zapewniało lepszy, szampański wręcz nastrój (wiadomo, człowiek głodny to jest zły, a podchodzenie do głodnej Szarotki obarczone jest ryzykiem utraty zdrowia i życia, dlatego odbywa się tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność). Pierwszym, niezamierzonym przystankiem była miejscowość Libusza, w której zobaczyć można (a raczej można było) drewniany kościół Odrodzenia NMP, uznawany za jeden z najpiękniejszych kościołów drewnianych w Polsce. Owa świątynia wybudowana została na początku XVI wieku. W latach 80 tych XX wieku kościół strawił pożar, jednak podjęto trud jego odbudowy. Niestety historia już nie raz pokazała, że lubi się powtarzać i jedyne co można obecnie w Libuszy zobaczyć to to, co z najpiękniejszego drewnianego kościoła w Polsce zostało. Choć trzeba przyznać, że widok był równie smutny co pociągający…

Keszomaniacy - W małym Krakowie - poznajemy tajemnicę Biecza 2

Po chwili zadumy i refleksji ruszyliśmy dalej, tym razem już bezpośrednio do celu naszej wyprawy.

Według jednej z legend na terenach dzisiejszego Biecza i jego okolic grasował pewien zbój węgierski imieniem Becz. Jak wszyscy dobrze wiedzą, zbójowanie to raczej ryzykowny interes i większość miłośników tego fachu prędzej czy później kończyło na stryczku lub w lochu, choć jak się za chwilę okaże zdarzały się też wyjątki. Nasz bohater Becz miał pecha, gdyż jeden z jego kompanów, czując się oszukanym przy podziale łupów, przekwalifikował się ze zbója na konfidenta i na swojego herszta doniósł do króla równie haniebnie co ochoczo. Król wiele nie myśląc nakazał zorganizować zasadzkę i złapać Becza w niewolę. Operacja pojmania Węgra przebiegła pomyślnie i z każdym dniem na szyi więźnia zaczęła zaciskać się niewidzialna pętla, która miała się zmaterializować przed miejskimi murami tuż po wydaniu wyroku. Becz najwyraźniej nie był w ciemię bity, albo skończył z wyróżnieniem kurs negocjacji i mediacji, gdyż udało mu się przekonać króla do tego, że w zamian za darowanie życia zrabowane skarby zainwestuje w budowę miasta. Król dał wiarę obietnicom zbója, a Becz z danego słowa się wywiązał (prawdopodobnie ku zdziwieniu wszystkich, w tym samego Becza), czego najlepszym dowodem jest istniejące do dziś miasto Biecz, do którego właśnie zmierzaliśmy.

Keszomaniacy - W małym Krakowie - poznajemy tajemnicę Biecza 3Niezależnie od tego czy w tej legendzie znajduje się ziarnko prawdy czy też nie, fakty są takie, że Biecz jest niewielkim, liczącym ok. 5000 mieszkańców miastem. Pomimo tego, że w już w IX wieku leżał na jego dzisiejszych terenach gród, a pierwsze pisemne wzmianki o nim pochodzą z wieku XI, to Biecz otrzymał prawa miejskie dopiero w 1257 roku. Miejscowość ta pełniła ważną rolę w regionie o czym świadczy choćby fakt, że Biecz pełnił rolę terenowej siedziby królów (gościli tu wielokrotnie Władysław Łokietek czy królowa Jadwiga będąca patronką miasta i gminy), to był również ważnym ośrodkiem sądowniczym, administracyjnym, a za sprawą mieszczącej się tutaj kasztelanii również gospodarczym dużej części Podkarpacia. Sami nie wiedzieliśmy ile ciekawostek historycznych kryje w sobie to niepozorne na pierwszy rzut oka miasto, ale ich odkrywanie sprawiło nam naprawdę dużo przyjemności.

Wjazd do dawnego grodu ozdobiony jest dwojako: niewtajemniczeni witani są tablicą umieszczoną przy drodze, a Ci którzy sięgają gdzie wzrok nie sięga, mogą na dobry początek pobytu odnaleźć dwa kesze czekające na odkrycie. Wszystkie skrzynki w Bieczu założone zostały przez bieczanina, który zadbał o to, żeby odwiedzający miasto zobaczyli wszystkie najciekawsze bieczowskie zabytki i poznali trochę jego historii.

Dwie witające przyjezdnych keszerów skrzynki dla wrażliwej duszy symbolizować mogą początek i koniec zarazem. Początek mający swoje miejsce na Górze Zamkowej, gdzie odnaleziono fragmenty ceramiki pochodzące jeszcze sprzed naszej ery, a na której to górze ok. XIII wieku wybudowano pierwszy w Bieczu zamek. I choć nie przetrwał zbyt długo (został rozebrany w XV w.) to był on pierwszą siedzibą kasztelanii bieckiej podnoszącej znaczenie miasta w regionie, które przez kolejne wieki będzie intensywnie się rozwijać. Koniec zaś, w czysto ludzkim wymiarze, oddaje jeden z austriackich cmentarzy wojennych (nr 105 Biecz-Harta), na którym pochowano żołnierzy o różnej przynależności armijnej poległych w czasie I wojny światowej według dewizy mówiącej, że „śmierć żołnierska jest jedna, a nienawiść nie powinna sięgać poza grób „. Obecny stan cmentarza przypomina niestety tylko o tym, że wszystko przemija i nic nie trwa wiecznie, a najtrwalszym nośnikiem historii jest ludzka pamięć przekazywana z pokolenia na pokolenie. Bieczanin o tym miejscu pamiętał, przekazał jego historię i dzięki mu za to.

Keszomaniacy - W małym Krakowie - poznajemy tajemnicę Biecza 4

Po wkroczeniu do miasta i znalezieniu parkingu ruszyliśmy do Muzeum Ziemi Bieskiej znajdującego się w Kamienicy Barianów Rokickich nazywanej również Domem z basztą. Wracając jeszcze na chwilę do parkingu…

– Raz… – liczę do Szarotki na głos, czekam i patrzę oczekując dalszego biegu wydarzeń – dwa… Trzy… – Szarotka zaczyna liczyć ze mną – cztery… Pięć… – powoli pojawia się pokusa postawienia pieniędzy na to do ilu doliczymy… – sześć… Siedem… I… – szczęśliwa siódemka! Tyle prób potrzebowała pewna pani do tego, żeby wyjechać z nieograniczonego żadnym autem miejsca postojowego! Kto da więcej?

Keszomaniacy - W małym Krakowie - poznajemy tajemnicę Biecza 5Niepozorny, choć uroczy budynek muzeum kryje w sobie ciekawe zbiory związane z aptekarstwem, rzemiosłami występującymi w Bieczu oraz stare księgi, kroniki i druki. Zwiedzający, zaraz po przekroczeniu progu, ląduje w XIX wiecznej aptece, w której aż roi się od półek ze słoiczkami, buteleczkami i alchemicznymi narzędziami, a wystroju dopełnia piękna, potężna XIX wieczna kasa stojąca na solidnej, drewnianej ladzie. Aptekarska ekspozycja związana jest z długą, sięgającą XVI wieku, biecką tradycją leczniczą. Wtedy do Biecza zawitał Marcin Rokicki, który otworzył w mieście pierwszą aptekę. Biecz cieszył się własnymi aptekarzami aż do 1721 roku, kiedy to w wyniku zarazy wymarła prawie cała populacja miasta pozostawiając przy życiu zaledwie 30 (!) osób Keszomaniacy - W małym Krakowie - poznajemy tajemnicę Biecza 6(wnioskujemy z tego, że żadnemu aptekarzowi się ta sztuka nie udała). Idąc dalej poznajemy składniki magicznych niemal wywarów, maści i tabletek. Nie dziwi nas za bardzo to czego dodawano do lekarstw (wszak dzisiaj dodaje się tego samego, z tym że nazywa się to medycyną naturalną), ale zastanawia nas skąd w tamtych czasach brano w górach rozgwiazdy, koniki morskie czy kraby. Oprócz tych mających nadać klimat tajemniczości i magii ingredientów, stosowano również sproszkowane rogi jelenia oraz całą gamę ziół i roślin, z tym że występujących już na naszej, polskiej ziemi. Kolejne pomieszczenia również związane są z farmacją. Keszomaniacy - W małym Krakowie - poznajemy tajemnicę Biecza 7Podziwiać możemy ozdobne wagi aptekarskie i odważniki, zdjęcia bieckich aptekarzy, zabytkowe mikroskopy, palniki i naczynia do przetrzymywania składników medykamentów. Wyjątkowość i swoistą mistykę farmakologicznego fachu podkreślają wywieszone na ścianie artefakty, takie jak krokodyla skóra czy potężna żółwia skorupa. Ostatnie pomieszczenie sprawiło nam sporą niespodziankę. Jest to stary pokój, gdzie sporządzano mikstury z zachowanym oryginalnym kominkiem i… Projekcją 3D przedstawiającą informacje o pracy aptekarzy i wystroju ich „laboratorium”.Wisienką na muzealnym torcie jest multimedialna prezentacja, na której można obejrzeć dawny Biecz, przeczytać o najważniejszych wydarzeniach z jego historii oraz… Sporządzić lekarstwo według dawnej receptury i poczuć się tym samym jak druid Panoramix. Oczywiście nie mogliśmy przepuścić takiej okazji!

Skoro Dom z basztą ma basztę, a sam dom to wielka, stara apteka, to co w takim razie kryje się w baszcie? Ano została ona przeznaczona do prezentacji rzemiosł, które występowały w Bieczu, a było ich aż 34 (np. rybacy, nożownicy, płóciennicy czy kowale). Przemierzając kolejne piętra baszty można zobaczyć narzędzia i przyrządy, jakimi posługiwali się dawni mistrzowie różnych rzemiosł. Perfekcyjne panie domu mają tu okazję zapoznać się np. Z zabytkową kolekcją żelazek, natomiast prawdziwi twardziele mogą w średniowiecznej kuźni wykuć oczyma wyobraźni rycerski miecz (oczywiście jeśli ktoś ma predyspozycje do takich zajęć. Ja na ten przykład prędzej wykłułbym sobie oko niż miecz).

Keszomaniacy - W małym Krakowie - poznajemy tajemnicę Biecza 8

Przy Muzeum Ziemi Bieckiej ukryty jest mały pojemniczek założony przez bieczanina, który bardzo nas interesował z racji naszego hobby, więc po zwiedzaniu podjęliśmy próbę jego odnalezienia i zalogowania sukcesu, który udało się po chwili poszukiwań osiągnąć. Budzący swoją nazwą grozę kesz „Szkoła katów” poległ w starciu z nami, a my udaliśmy się do bieckiej turmy, czyli dawnego więzienia, w którym (o zgrozo!) czekał prawdziwy kat.

Wizyta w bieckiej turmie była chyba najciekawszą wizytą, jaką odbyliśmy w tym średniowiecznym mieście. A nic tego nie zapowiadało.

Samo więzienie to przedsionek i jedno pomieszczenie, które dostępne jest dla zwiedzających. Ściany przyozdobione są kilkoma replikami dawnych narzędzi tortur oraz tablicami informacyjnymi, a nad wszystkim czuwa Mistrz Małodobry zwany Mistrzem Świętej Sprawiedliwości, czyli kat (będący jednocześnie kasjerem i przewodnikiem).

Po wejściu do dawnego lochu nie bardzo wiedzieliśmy co mamy robić. Kat zainkasował należność za wejście i… Nic się nie wydarzyło. Cóż, trzeba być samodzielnym, więc zaczęliśmy z Szarotką robić to, co każdy szanujący się turysta zawsze robi bez względu na miejsce, czas i okoliczności – zdjęcia. W tym również zdjęcia tablicy informacyjnej…

– Proszę nie fotografować. Sam opowiem – powiedział złowrogim i zrezygnowanym zarazem tonem Kat-bileter.

Skoro tak, to opowiadaj waść, bośmy ciekawi – pomyślałem i czekałem aż Mistrz Małodobry zacznie. Półkat – kasjer przetransformował się na stuprocentowego kata zakładając kaptur i zaczął…

Keszomaniacy - W małym Krakowie - poznajemy tajemnicę Biecza 12Zaprawdę powiadam wam, że widok kata, który sam przeżywa katusze wykonując swoją pracę jest widokiem wręcz unikatowym. Można było odnieść wrażenie, że każde wypowiedziane słowo jest niczym darty pas skóry, a że kat sam z siebie te pasy darł, można więc uznać jego wysiłki za kwintesencję masochizmu. Słuchaliśmy jednak zaintrygowani, bo dało się z tego przepełnionego rozpaczą i bólem gardła, wyłuskać kilka ciekawostek. A taką ciekawostką było np. to, że w Bieczu, cieszącym się prawem miecza, czyli prawem do posiadania własnego kata i wydawania wyroków śmierci, swego czasu działał kat o imieniu Jurek, słynący ze swego kunsztu. Dla Jurka nie było problemem ścięcie dwóch głów za jednym zamachem czy wprowadzenie nowej, pionierskiej metody tortur. Ten wykonujący swój zawód z prawdziwą pasją człowiek, dbał ponoć również o rozwój intelektualny i duchowy swoich klientów recytując im w oryginale dzieła Homera czy Horacego. Pech chciał, że zazwyczaj klienci nie bardzo widzieli o co mu chodzi, co dodawało im tylko cierpienia (jednak lepiej wiedzieć co mamrocze pod nosem facet, który złamał ci nogę i przypalił skórę, zwłaszcza jeśli właśnie bierze do ręki podejrzane obcęgi). Jak każdy fachowiec, Jurek też miał swoją specjalizację – egzekucje masowe. Co się z nim stało? Źródła tego nie podają, jednak można domniemywać, że mając tak ciekawy zawód i pasję, miał też równie ciekawy koniec własnego żywota.

Wizyta w turmie okazała się być również ciekawą próbą, której wyniki analizuję i próbuję zinterpretować do dziś…

– Tym oto otworem – opowiada kat wskazując na zakratowaną dziurę w podłodze – schodzili lub zrzucani byli w zależności od humoru Mistrza Małodobrego więźniowie po przesłuchaniach. Pod nami znajduje się cela, w której byli przetrzymywani. Z przejściem tym wiąże się również przesąd mówiący o tym, że kto nad nim stanie i wypuści z wyciągniętej na wysokość serca ręki pieniążek sprawdzi w ten sposób swoje sumienie. Jeżeli moneta przeleci w dół bez dotykania kraty znaczy to, że sumienie jest czyste. Jeśli zaś o kratę uderzy, znaczyć to będzie że ten kto poddaje się próbie nie ze wszystkiego się wyspowiadał i sumienie ma obciążone. Szarotka zapaliła się do próby i nim się obejrzałem stała już z monetą w ręce i mierzyła do dziury w kracie.

Keszomaniacy - W małym Krakowie - poznajemy tajemnicę Biecza 10

– Nawet nie próbuj – mówię – przecież, jak Cię znam, to nawet nie wpadnie do środka. W odpowiedzi usłyszałem tylko prychnięcie. No dobrze, niech się dzieje wola nieba – pomyślałem i patrzyłem z ciekawością co się wydarzy. Drżąca ręka Szarotki wypuściła monetę, która nie dość że kraty dotknęła, to jeszcze odbiła się tak, że wylądowała pod nogami kata nie wpadając do dziury. Mina Szarotki była bezcenna.

– Odejdź zła kobieto i patrz jak to robi prawdziwe niebożątko – mówię po czym sam staję nad kratą, puszczam bez wahania monetę i… Jakże błoga jest cisza świadcząca o twojej czystości i nieskalanym grzechem sumieniu! Pieniążek z gracją przedarł się przez stalową przeszkodę nawet jej nie muskając i z wdzięcznym brzdękiem upadł na posadzkę śmiejąc się do mnie i machając rewersem.

Mina Szarotki znów była bezcenna, a chęć odegrania się i udowodnienia swojej niewinności pokonała zdrowy rozsądek. Kolejna moneta z portfela błyskawicznie była gotowa do drugiej próby. Szarotka stoi, wyciąga rękę i z językiem na wierzchu mierzy w jeden z otworów w kracie. Nic nie mówiłem, żeby później nie było na mnie, ale wynik tych starań był prosty do przewidzenia. Moneta co prawda przeszła przez kratę, ale waląc w nią po drodze jak w bęben. Po turmie poniósł się haniebny dźwięk uderzania metalu o metal, a kat już zaczął ostrzyć swój miecz, którym wziął się za czyszczenie szarotkowego sumienia…

Po wyproszeniu łaski u Mistrza Świętej Sprawiedliwości (podejrzewam, że spory wpływ na jego przychylność miała zbliżająca się przerwa śniadaniowa) i opuszczeniu więzienia udaliśmy się na wieżę ratuszową, z której rozpościera się piękny widok na miasto oraz jego okolicę.Keszomaniacy - W małym Krakowie - poznajemy tajemnicę Biecza 13

Nasze beztroskie zwiedzanie i poszukiwanie przerwała pogoda, która ewidentnie nas w tym roku nie rozpieszcza. Kiedy trzeba pracować to jest słońce, a kiedy mamy wolne i możemy oddać się keszowaniu to zawsze, ale to zawsze
prędzej czy później goni nas deszcz. Nie inaczej było w Bieczu, który po powitaniu nas 30 stopniowym upałem, chciał skrócić naszą wizytę oberwaniem chmury. Oczywiście nie wzięliśmy nic co mogłoby nas uchronić przed deszczem, dlatego dalsza wizyta polegała na szybkim podjechaniu jak najbliżej kesza, jeszKeszomaniacy - W małym Krakowie - poznajemy tajemnicę Biecza 11cze szybszym podjęciu go i ucieczce pod dach samochodu. Zdążyliśmy jeszcze podjąć kesze przy cmentarzach wojennych oraz cmentarzu żydowskimstacji kolejowej, sknocić obliczenia do jednego multi i ponieść porażkę przy szpitalu św. Ducha, czego pozytywnym skutkiem będzie chęć powrotu i „doczyszczenia” miasta. Trochę szkoda, że wizyta została brutalnie skrócona przez deszcz, bo miasto miało jeszcze sporo do pokazania, ale z drugiej strony gdybyśmy wszystko Wam opowiedzieli, to nie chciałoby się Wam jechać tam osobiście. Dzień pełen wrażeń zakończyliśmy w restauracji „u Becza”, gdzie za nieduże pieniądze, a w bardzo klimatycznym lokalu, można się posilić i zebrać siły.

Miasto Biecz, choć niewielkie, to ze względu na swoją bogatą historię ma wiele do pokazania. Trasę wycieczki świetnie wytyczają założone w najciekawszych punktach miasta kesze, które w większości nie powinny sprawić problemu szukającym. Ci którzy będą tylko przejazdem i nie będą mieli czasu zaglądać do muzeum czy ratusza, historię miasta poznają czytając opisy skrytek, które zawierają najciekawsze informacje. Znajdując jednak odrobinę czasu dociekliwy turysta dowie się co ma wspólnego Biecz z zakonem krzyżackim oraz będzie mógł rozstrzygnąć czy pewien epizod z historii miasta można uznać za przeniesienie stolicy z Krakowa do Biecza czy też nie. Tak więc do Biecza marsz!

 IMG_1716

„Gdzie swe nurty Ropa toczy,

Co wywodzi z Karpat ród;

Tuż na skale Biecz uroczy,

Sławny niegdyś, sławny gród. (…)” *


*Źródło: http://z-pogranicza.blogspot.com/2014/07/biecz-w-literaturze-i-sztuce.html

autor Keszomaniacy

Komentarze (2)
  • CopernicusHigh   /   Sierpień 22, 2016., 6:34 pmReply

    Hmmmm, Keszomaniacy napisali o Bieczu. Znaczy się czas do Biecza jechać:) Muszę się porozglądać, bo w jakimś evencie niekolidującym z innymi eventami chętnie bym pouczestniczyła. :) A transport już zasadzie ogarnęłam, przynajmniej ten w jedną stronę. Bardzo mnie ten kat zaintrygował, mam słabość do różnych biedaków pokrzywdzonych przez życie, a kat nielubiący swojej pracy, tak to jest coś/ktoś dla mnie. A tak na serio:za zdanie poniżej powinniście dostać Nagrodę Pulizera: Zaprawdę powiadam wam, że widok kata, który sam przeżywa katusze wykonując swoją pracę jest widokiem wręcz unikatowym. Można było odnieść wrażenie, że każde wypowiedziane słowo jest niczym darty pas skóry, a że kat sam z siebie te pasy darł, można więc uznać jego wysiłki za kwintesencję masochizmu. Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na kolejny numer:) CopernicusHigh

    • Keszomaniacy   /   Sierpień 22, 2016., 7:10 pmReply

      CopernicusHigh przyznajemy, że pisząc tekst i obrabiając go, jakoś nie dostrzegamy takich smaczków;) ale jak ktoś zacytuje, to od razu lepiej się czyta!:D dla nas największą nagrodą jest dobre słowo od czytelnika i sam fakt, że mamy już conajmniej kilku stałych czytelników ;) niebawem pojawi się kolejny artykuł, mamy nadzieję że będzie równie udany i że wyłuskasz jakiś wart polecenia cytat. Biecz możemy z czystym sumieniem polecić do odwiedzenia. Bardzo urokliwe miasto z dającym się odczuć klimatem średniowiecza. No i jest parę keszy do podjęcia, choć niezbyt ekstremalnych.

Dodaj komentarz

loading
×
%d bloggers like this: