decoration decoration decoration
decoration
leaf leaf leaf leaf leaf
decoration decoration

Pierwszopiątkowa spowiedź jasielsko – keszerska. Powrót na Podkarpacie

Keszomaniacy - Pierwszopiątkowa spowiedź jasielsko - keszerska. Powrót na Podkarpacie 1

Nie minął jeszcze miesiąc od naszej ostatniej wizyty w Jaśle, a miasto to znów stało się celem keszomaniakowej wyprawy. Jeszcze niedawno nawet byśmy nie pomyśleli, że tak szybko wrócimy w tę okolicę. Podczas ostatniego spotkania (#2 Przystanek Jasło), padł pomysł organizacji cyklicznych eventów (trochę na wzór słynnych tarnowskich „Czwartkowych obiadów”), który to pomysł został wcielony bez zbędnej zwłoki przez bartolomeuszaRJS w życie. Ledwo skończyliśmy pląsać na weselnym przyjęciu, jeszcze nie opadły lampiony wypuszczone przez parę młodą, a na geocachingowej mapie, tuż przy jasielskim rynku, pojawiła się ikona nowego wydarzenia, które miało być inauguracją serii spotkań. A skoro Tarnów ma „Czwartkowe obiady” (po królewsku), to Jasło postanowiło mieć „Pierwszy piątek„, tak trochę bardziej sakralnie.

Być może nasz udział w pierwszopiątkowej inicjatywie eventowej był nikły, jednak jakby nie było pomysł narodził się na spotkaniu organizowanym przez nas i siłą rzeczy stwierdziliśmy, że nie może nas też zabraknąć na inauguracji serii, zwłaszcza że pobyt w Jaśle wspominamy z dużym sentymentem po dziś dzień. Najlepszym potwierdzeniem niech będzie fakt, że dwa pierwsze wpisy „will attend”, pod opisem eventu, należały do naszego teamu.

Czas do wyjazdu zleciał nam błyskawicznie. Praca, dom, praca, dom i tak w kółko Macieju, jednak wreszcie zbliżyliśmy się do zaznaczonego w keszerskim kalendarzu dnia. Pierwszy piątek lipca był jednocześnie pierwszym dniem miesiąca oraz pierwszym dniem piętaszkowego urlopu! Szarotka podjęła duży wysiłek, żeby załatwić sobie również kilka dni wolnego, co zaowocowało tym, że nasz eventowy wyjazd planowany był na 3 dni i w zamierzeniu mieliśmy zdobycie kilku punktów do Górskiej Odznaki Turystycznej oraz wypad na keszowanie do Gorlic. Plany pokrzyżowali nam jednak nasi piłkarze walczący w czwartkowy wieczór o półfinał na Euro 2016…

Keszomaniacy - Pierwszopiątkowa spowiedź jasielsko - keszerska. Powrót na Podkarpacie 2– Leć po lekarza, bo zaraz pikawa mi stanie! Słowo daję! – mówię Szarotce po pierwszej serii rzutów karnych. Serce waliło jak oszalałe, oddech miałem nienaturalnie płytki i pierwsze objawy zespołu niespokojnych nóg, gdyż ciężko mi było usiedzieć na miejscu. Szarotka po lekarza jednak nie pobiegła, gdyż sama wyglądała tak, jakby potrzebowała medyka. Arytmia serca u mnie i stan przedagonalny u Szarotki wystąpiły tuż po strzale Kuby Błaszczykowskiego, a później… Później był już tylko ból, łzy i niedowierzanie (wzmocnione chóralnym „k….wa!!!!” niosącym się po osiedlu), które sprawiły że noc nie należała do udanych i nasze plany wczesnego wyjazdu i przejścia opracowanej wcześniej górskiej trasy wzięły w łeb.

Z kłopotami, ale jednak udało nam się wstać o przyzwoitej porze (choć nie na tyle przyzwoitej, żeby przejść to co zaplanowaliśmy), otrzeć zaschnięte łzy i zebrać się do drogi. Piłka nożna piłką nożną, ale odznaka GOT sama się nie zdobędzie!

Po redukcji planów postanowiliśmy, że pierwszym celem naszej podróży będzie Olchowiec, z którego chcieliśmy wyjść na szczyt Baranie, później szybka jazda do Pielgrzymki i zainstalowanie się w pokoju (w tym samym gospodarstwie co na ślubie) po czym jeszcze szybsza jazda do Jasła na pierwszopiątkowe spotkanie keszerskie. Skoro koncept się skrystalizował, czas na jego realizację.

Keszomaniacy - Pierwszopiątkowa spowiedź jasielsko - keszerska. Powrót na Podkarpacie 3pngJadąc od Nowego Żmigrodu, tuż przed samym Olchowcem, minęliśmy małą miejscowość o nazwie Ropianka, która choć niepozorna, przykuła naszą uwagę tablicą pamiątkową umieszczoną tuż przy ulicy i dziwną konstrukcją, przypominającą szyb wiertniczy. Nie omieszkaliśmy się zatrzymać i sprawdzić co w trawie piszczy, zwłaszcza, że bak naszego keszowozu zaczynał być naprawdę głodny, a perspektywa wywiercenia kilku litrów ropy kusząca…

W życiu byśmy nie przypuszczali, że położona na terenach dawnej wsi łemkowskiej osada, która obecnie liczy ok. 10 (!) mieszkańców, miała w swojej historii czasy naftowej świetności i to niemal na europejską skalę!

Jak sama nazwa wskazuje miejscowość ta związana jest z ropą naftową, której naturalne wycieki już w XVIII wieku zauważył i ujął w swoich pracach przyrodnik Jan Krzysztof Kluk. Niemal 100 lat później, w roku 1866 otwarto tu pierwszą kopalnię, a już w roku 1880 na tym terenie funkcjonowały 144 (!) szyby kopane. Ciekawostką jest to, że firmy wydobywcze nakładały na robotników wysokie kary pieniężne za nadużywanie alkoholu oraz nie pozwalały na otwarcie żadnej karczmy w obszarze naftowym, co pośrednio przekładało się też na jakość życia mieszkańców.

Tam gdzie ropa, tam też Ignacy Łukasiewicz. Ten polski uczony miał udziały w spółkach pracujących na tym terenie oraz był założycielem rafinerii w Chorkówce, gdzie przerabiano wydobyty w Ropiance surowiec. On też rozpoczął w 1875 roku starania o utworzenie szkoły górniczej, która miała pierwotnie działać w miejscowości Bóbrka. Dziesięć lat później, już po śmierci Łukasiewicza, jego projekt doczekał się realizacji, i w Ropiance (władze Bóbrki nie wyraziły zgody na otwarcie szkoły) powstała pierwsza w Europie i jedna z pierwszych na świecie (!) zawodowa szkoła wiertniczy „Praktyczna Szkoła Wiercenia Kanadyjskiego”, którą w sumie ukończyło 50 wiertaczy. Przyznaję, że stojąc przy tablicy informacyjnej i patrząc na cywilizacyjną pustkę tego miejsca, ciężko mi było sobie wyobrazić Ropiankę, jako naftowe eldorado, którym przecież przez pewien czas była.

Wzbogaceni o ciekawą wiedzę ruszyliśmy dalej, przy okazji rozglądając się za jakąś kałużą wypełnioną ropą (do dzisiaj występują tutaj naturalne wycieki surowca) i nadzieją na tańsze tankowanie naszego wehikułu. Przecież nadzieja umiera ostatnia.

Keszomaniacy - Pierwszopiątkowa spowiedź jasielsko - keszerska. Powrót na Podkarpacie 4Olchowiec przywitał nas piękną pogodą i… ciszą, jaką można spotkać tylko w małych, górskich osadach. Nie przejeżdżał żaden samochód, a w zasięgu wzroku nie było ani jednego homo sapiens. Być może nie jest to coś nadzwyczajnego, jednak kiedy przyjeżdża się do takiej oazy spokoju z miasta wielkości Krakowa, człowiek na początku czuje się nieswojo. Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy od „rynku”, czyli skrzyżowania, które ze względu na wartościowe turystycznie (Cerkiew oraz tablica pamiątkowa upamiętniająca 500 lat Olchowca) i kulturalnie (Dom Ludowy) obiekty, wydawało się być istotnym punktem we wsi.

Przed II wojną światową wieś liczyła około 500 mieszkańców, jednak działania wojenne związane z wywózką ludzi w głąb Rzeszy oraz te powojenne, związane z przymusowymi przesiedleniami w ramach akcji „Wisła” sprawiły, że obecnie Olchowiec liczy ok. 60 mieszkańców i składa się z 16 posesji. O dawnych mieszkańcach tego terenu przypomina jednak znajdująca się we wsi zabytkowa chyża łemkowska, będąca równocześnie muzeum kultury łemkowskiej, oraz organizowany raz do roku Kermesz, czyli festiwal, na którym można zasmakować tradycyjnych potraw łemkowskich, posłuchać zespołów folklorystycznych oraz pooglądać wystawy związane z kulturą i tradycją łemkowską. Uroczyste otwarcie festiwalu zawsze poprzedzane jest liturgią w Cerkwi pw. Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja w Olchowcu. W tym roku Kermesz odbywał się pod koniec maja, jednak w przyszłym będziemy mieć to na uwadze i jeśli nic nie stanie nam na przeszkodzie weźmiemy w nim udział. Nawet uzgodniliśmy między sobą podział ról. Szarotka będzie śpiewać ludowe piosenki, a ja będę się zajadał tradycyjnymi potrawami. Cóż za harmonijna koegzystencja!

Po „zwiedzeniu” Olchowca i wypsikaniu na siebie całego sprayu przeciw kleszczom ruszyliśmy w głąb Magurskiego Parku Narodowego. Baranie (754 m n.p.m), które było celem naszej wędrówki, oddalone jest od punktu wyjścia o ok. 4,5 km, a podawany czas dojścia to 1:40. Do 2005 roku na szczycie znajdowała się stalowa wieża widokowa, wybudowana przez Niemców jeszcze w czasie wojny. Po jej zawaleniu została postawiona nowa, tym razem drewniana, która liczy ok. 17 metrów wysokości, a jej twórcami są… Słowacy. Całe szczęście, że Baranie leży na polsko- słowackim pograniczu.

Keszomaniacy - Pierwszopiątkowa spowiedź jasielsko - keszerska. Powrót na Podkarpacie 5Pierwsze kilkaset metrów szliśmy asfaltową drogą, co w utwardzonych górskich butach jest mało przyjemne, ale po kilku minutach weszliśmy na leśną dróżkę, która prowadziła nas już prosto do celu. Beskid Niski to nie Tatry, więc podejścia są dużo lżejsze, czasem wręcz niezauważalne, co czyni wędrówkę lżejszą i niewątpliwie przyjemniejszą dla osób nie lubiących się zbyt forsować. Kosztem „wygody” jest jednak brak szczególnych górskich widoków, gdyż cała trasa schowana jest w gęstym lesie. W trakcie spaceru wędrowiec może, a wręcz powinien (!) pełnymi płucami czerpać ze świeżego górskiego powietrza wzbogaconego leśną nutą zapachową oraz obcować z dziką naturą. Jak zwykle natura była bardziej skora do obcowania z Szarotką niż ze mną…

Tak już ten świat jest skonstruowany, że w trakcie tego typu wycieczek kolejność wędrowców prawie zawsze jest taka sama. Pierwszy idę ja, a tuż za mną (odległość między nami wzrasta proporcjonalnie do wzrostu trudności terenu) idzie Szarotka. Odwrotna kolejność występuje rzadko i tylko w ciśle określonych przypadkach np. Kiedy na horyzoncie pojawia się jedzenie, albo w keszu po którego idziemy jest szansa znaleźć drewniaczka. Wtedy wręcz nieludzka moc wstępuje w tę niepozorną istotę i rywalizacja z nią o palmę pierwszeństwa z góry skazana jest na niepowodzenie. Tym razem jednak szliśmy jak Pan Bóg przekazał, w kolejności standardowej.

Szedłem sobie spokojnie rozkoszując się leśnym klimatem, słuchając szumu drzew i dyszącej ze zmęczenia Szarotki. I wszystko było w porządku, aż do momentu kiedy zamiast normalnego odgłosu brania głębokiego wdechu, Szarotka krzyknęła przestraszona. Chcąc nie chcąc odwróciłem się i ruszyłem na ratunek. Biegłem wtedy tak, jak jeszcze nigdy nie biegłem, nie zważając na wystające korzenie drzew, nierówność terenu, ani kałuże wody czekające na okazję do wdarcia się do moich butów. Biegłem niczym Tarzan na ratunek Jane, niczym Gandalf Biały jadący na odsiecz do Helmowego Jaru. Biegłem, aż dobiegłem…

– To wszystko? – pytam nieco roczarowany. W końcu powrót z odsieczą wiązałem ze stoczeniem jakiejś bitwy, a to co zastałem na miejscu nieco odbiegało od moich militarnych oczekiwań. Moim oczom ukazała się Szarotka, która nie dość że się już nie bała, to jeszcze była ewidentnie rozbawiona moim heroizmem. A powód krzyku? Cóż… Gdyby Magurski Park potraktować jako Loch Ness, to Szarotkę przestraszył nie potwór, a raczej jego pokarm siedzący w kałuży….

Keszomaniacy - Pierwszopiątkowa spowiedź jasielsko - keszerska. Powrót na Podkarpacie 6

Chichot Szarotki przerwał grzmot, który poniósł się po lesie zapowiadając koniec sielankowej pogody. Tylko nie powtórka z Babiej – pomyślałem i ruszyliśmy dalej (choć niektórzy coś przebąkiwali o powrocie). W końcu jednak kilka kropel deszczu Tarzanowi nie straszne, a że jest on jednocześnie (jedynym!) kierowcą, to jego głos był decydujący.

Grzmiało i grzmiało, ale Baranie zdobyliśmy susi i nawet zaczęliśmy mieć nadzieję na równie suchy powrót do samochodu. Drewniana wieża widokowa nie wydaje się być bardzo wysoka, dopóki nie zacznie się na nią wchodzić po skrzypiących i trzeszczących drabinkach. Z każdym przebytym szczeblem ludzie mający problemy z wysokością mogą dostawać nowy zastrzyk adrenaliny, jednak z całą pewnością warto się skusić dla czekających na jej szczycie widoków.

Keszomaniacy - Pierwszopiątkowa spowiedź jasielsko - keszerska. Powrót na Podkarpacie 7

Tak, tak to po lewej to ulewa idącą w naszą stronę, która ostatecznie sprowadziła nas na ziemię w kwestii suchego dojścia do samochodu (choć i tak zdążyliśmy przejść jeszcze połowę drogi powrotnej zanim nas zlało). Po krótkim popasie, wbiciu czekającej na szczycie pieczątki oraz posprzątaniu chatki, w której można się schronić, ruszyliśmy w stronę Olchowca myśląc już o zbliżającym się evencie.

Keszomaniacy - Pierwszopiątkowa spowiedź jasielsko - keszerska. Powrót na Podkarpacie 8Zakwaterowanie w Pielgrzymce odbyło się szybko i sprawnie, przygotowania do eventu także i nawet starczyło jeszcze czasu na chwilę odpoczynku. Przed wyjazdem do Jasła pozostało tylko zrobić indywidualny rachunek sumienia po to, by wieczorem można było dokonać grupowego żalu za grzechy. Mea culpa i do przodu!

Oto jest! Pizzeria Verona – miejsce naszego ostatniego spotkania z jasielskimi keszerami i jednocześnie miejsce najpierwszego z pierwszych piątków. Na miejscu czekał już przygotowany przez organizatorów „ołtarz”, a przy nim spowiednicy – organizatorzy bartolomeuszRJS wraz z Paolą oraz czekający na dalszy bieg wydarzeń geopiątnicy (zarówno uczestnicy spotkania #2 Przystanek Jasło, jak i zupełnie nowe twarze). Oprócz Jasła (reprezentowanego przez większość uczestników) i Krakowa (reprezentowanego przez nasze skromne osoby) na spowiedź przybył również przedstawiciel Tarnowa w osobie masaja_, nijako zakreślając późniejszy przebieg spotkania…

– Wiecie co? – wita się masaj_ – Chętnie bym pokeszował, ale nie mam GPS-a – oznajmia, co brzmiało niczym gierkowskie „pomożecie?!”. Inaczej być nie mogło, więc w powietrzu czuć było nieme „pomożemy!”. Choć oczywiście nie od razu…

Po dokonaniu wpisu do logbooka, rytualnych wymianach drewniaczkami i obejrzeniu przyniesionych przez uczestników geocoinów nastał czas targów, opowieści i wymiany zdań…

Masaj_ uzgadniał z Bartolomeuszem koszt podpowiedzi do jasielskich skrzynek oraz koszt usług przewodnika po miejscowych keszach (ja dam Ci hinta do tego, w zamian za hinta do tamtego, a ja Ci dam 0,5l. Hinta do tamtego w zamian za wskazówki do tego itd.), pjurys44 opowiadał o ostatnich przygodach przy podejmowaniu keszy, a matasu zapraszała na planowany (jeszcze nieoficjalnie) event związany ze znakowaniem szlaków w Iwoniczu – Zdroju. Konfiguracja przy stole była płynna, a towarzystwo mobilne. Po chwili przysiadł się do nas masaj_…

– To co? Pielgrzymka? – pyta.
Chwila zastanowienia o co chodzi…
– No Pielgrzymka – odpowiadam mając na myśli miejsce naszego zakwaterowania.
Chwila milczenia…
– Do Częstochowy? – pyta masaj_ mając na myśli… No właśnie, co miał masaj_ na myśli?
Chwila zastanowienia… Patrzę na Szarotkę, Szarotka na mnie, oboje patrzymy na masaja_, a milczenie się przedłuża…
– No nie, w sumie to do Pielgrzymki – odpowiadam dokonując semantycznych wygibasów, bo jazda do Pielgrzymki pielgrzymką raczej nie jest, no ale na potrzebę chwili niech się stanie…
Chwila milczenia… Teraz piłeczka jest po stronie masaja_, który ewidentnie ma taki sam problem z tematem jak my. Z odsieczą nadszedł jednak bartolomeuszRJS…
– Pielgrzymka to miejscowość! – oznajmił wybijając piłkę na aut. Trochę szkoda, bo rozmowa mogła zaprowadzić nas w niezbadane dotąd pielgrzymkowe zakamarki.

Keszomaniacy - Pierwszopiątkowa spowiedź jasielsko - keszerska. Powrót na Podkarpacie 9

Tańce, hulanki, swawole trwały w najlepsze i nawet się nie obejrzeliśmy kiedy słońce schowało się za horyzontem. Minęło już trochę czasu, a masaj_ jak kesza w Jaśle nie miał, tak dalej nie ma, a przecież targi z przewodnikiem zostały zakończone i ubite. Keszerska brać postanowiła trzymać się razem i wszyscy ruszyliśmy w ciemną noc, niczym sowy wyruszające na nocne łowy. Okazało się, że oprócz masaja_ deficyt znalezień na tym terenie ma jeszcze Slavek_, a że zapuściliśmy się w tereny, gdzie jeszcze nie byliśmy to i my skorzystaliśmy również na nocnym spacerze. Udało nam się dokonać wpisu w logbooku kesza założonego przy pomniku kolejarzy, który upamiętnia pracowników kolei zaangażowanych w działalność konspiracyjną podczas wojny, znaleźliśmy również finał prostego multi przedstawiającego Zakon Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny w Jaśle, prościej mówiąc Zakon Sióstr Wizytek, a po miejscowemu mówiąc Zakon „Wizytówek”. Chyba nie jest w Jaśle częstym widokiem chadzająca po mieście grupa osób w sile ponad 10, bo kilka razy krążyły wokół nas pojazdy stróżów prawa i porządku, jednak nie zdecydowali się sprawdzać naszych intencji i zamiarów. Pytanie czy to przez nasze nieskalane nikczemną myślą oblicza, czy przez brak wsparcia w pobliżu? Odpowiedź pozostanie jednak na wieki wieków w policyjnych notatnikach.

Keszomaniacy - Pierwszopiątkowa spowiedź jasielsko - keszerska. Powrót na Podkarpacie 10Event zakończył się pod jasielskim Muzeum (a była już pierwsza sobota), gdzie wszyscy dostaliśmy rozgrzeszenie od oranizatora i krzyżyk na drogę. Spotkanie zgodnie uznano za bardzo udane, a pierwszopiątkową serię postanowiono kontynuować. I choć jeszcze nie pojawiła się nowa ikona symbolizująca kolejny event to już dziś zapraszamy w imieniu organizatorów WSZYSTKICH, którzy mają na sumieniu jakieś keszerskie występki (albo po prostu chcą dobrze i miło spędzić czas), bo kiedy będzie lepiej wyczyścić keszerskie sumienie, jak nie w pierwszy jasielskokeszerski piątek?

P.S. Usługi przewodnika po jasielskich keszach prowadzone są na najwyższym poziomie i z tego co podsłuchałem to po dość niskiej cenie. Uniwersalną walutą są hinty mierzone na sztuki i litry.

P.S. Jeśli w opisie kolejnego eventu znajdzie się informacja, że planowany czas spotkania to godzina, prosimy w to absolutnie nie wierzyć. Nie wiemy czy jest to zamierzone kłamstwo organizatora, czy też jego pobożne życzenie, ale jedno jest pewne – nie ma szans, żeby spotkanie trwało tak krótko!

autor Keszomaniacy

Komentarze (6)
  • duszan68   /   Lipiec 16, 2016., 5:02 pmReply

    Jako uczestnik tych pierwszych jasielskich georekolekcji,potwierdzam że wszystko co tu zostalo napisane,opisane i zobrazowane na fotkach to najprawdziwsza prawda!!! I już teraz ogłaszamy WIELKĄ PROMOCJĘ !!!Jako że miesiąc sierpień jest miesiącem...wiadomym ;) oglaszamy co następuje.W sierpniu dwa pierwsze hinty GRATIS!!! ps;I na koniec pozdro dla Sokratesa od Luliana model Dymny

  • bartolomeuszRJS   /   Lipiec 12, 2016., 4:10 amReply

    Z wielką przyjemnością czytam Wasze wpisy. Robicie kawał dobrej roboty. Życzę Wam czerpania jak największej radości z keszowania i do zobaczenia, w Jaśle, Krakowie lub na keszerskich szlakach :)

    • Keszomaniacy   /   Lipiec 12, 2016., 7:30 amReply

      Dziękujemy za dobre słowo :) cieszymy się, że nasze teksty się podobają i są osoby, które wracają na naszą stronę ;) póki co czas jest naszym jedynym ogranicznikiem, ale staramy się z nim walczyć :D do zobaczenia, mamy nadzieję że niebawem!

  • bartolomeuszRJS   /   Lipiec 12, 2016., 4:08 amReply

    Czytanie Waszych opowieści, to czysta przyjemność. Obyście mieli jak najwięcej czasu na keszowanie!

  • CopernicusHigh   /   Lipiec 11, 2016., 4:27 pmReply

    No, wszystko ok, ja się nawet poczułam zachęcona, aby sieę do Jasła wybrać, chociaż to chyba jeszcze dalej niż Tarnów, (a skoro do Tarnowa nic bezpośrednio nie jeździ to tym bardziej do Jasła) , ale muszę reklamację złożyć. Nie ma w tekscie ani słowa o Sokratesie. Tak nie można! Nie dosyć, że boroczek w domu zostaje, to jeszcze nie wspomnicie o nim ani słowem. A przypomnę, że w końcu dzięki niemu macie swoje pierwsze PWG.

    • Keszomaniacy   /   Lipiec 12, 2016., 7:25 amReply

      Spokojna głowa! Sokrates korzystając z naszej nieobecności grasował po mieszkaniu naszego znajomego, który wziął go pod swoje skrzydła. Jednym słowem też miał wakacje, a to co oni wyprawiali pozostało niestety ich słodką tajemnicą ;) następnym razem postaramy się dowiedzieć czegoś więcej na temat poczynań Sokratesa w trakcie naszej nieobecności i ująć to w tekście ;) bezpośrednio może nic nie jeździ, ale zawsze można jechać z przesiadką :P

Dodaj komentarz

loading
×
%d bloggers like this: