decoration decoration decoration
decoration
leaf leaf leaf leaf leaf
decoration decoration

Na tropie stołecznych skarbów

Keszomaniacy - Na tropie stołecznych skarbów 1

W nowy rok weszliśmy z Szarotką z nowymi, dość ambitnymi planami. Wiadomo, noworoczne postanowienia z obowiązkową dietą i rzucaniem niezdrowych nałogów na czele, są podstawą upoważniającą do wejścia w nowy, niewątpliwie lepszy od minionego kolejny cykl 365 dni. Wśród postanowień, oprócz standardowych pobożnych życzeń, znalazły się również takie jak: zamówienie odznaki popularnej Geocaching PTTK za znalezienie 100 skrytek (pierwsza setka zarówno mi jak i Szarotce pękła dawno temu, ale jakoś nikomu się nie chciało wziąć za zamawianie), zdobycie małej srebrnej odznaki GOT oraz zwiedzenie Muzeum Powstania Warszawskiego, do którego też zbieraliśmy się od dłuższego czasu jak sójka za morze.

Keszomaniacy - Na tropie stołecznych skarbów 2Niebywałym jest to, że dwa z wymienionych zostały już zrealizowane! Udało nam się wreszcie zamówić odznaki oraz… Zwiedzić muzeum i przy okazji odwiedzić rodzinę. A wszystko to pod znakiem poszukiwania keszerskich skarbów.

– Pojadę do Warszawy Pendolino, albo zginę próbując! – mówię do Szarotki jednocześnie szukając kursu z dostępną pulą tanich biletów i w terminie, który byłby dla nas możliwy do odbycia podróży. Autobus odpada z racji długiego czasu przejazdu, a każda minuta więcej w autobusie to minuta mniej na szukaniu, dlatego straty trzeba ograniczyć do minimum. Poza tym, jakim człowiekiem trzeba być, żeby ani raz w życiu nie jechać Pendolino?! Nie ze mną te numery. Ta podróż to będzie mój pierwszy raz, albo podróży nie będzie w ogóle!

Udało się! Po długim szperaniu na stronie Polskich Kolei Państwowych znaleźliśmy bilety w promocyjnej cenie. Bez wahania, choć z problemami, dokonaliśmy zakupu po czym w ekscytacji czekałem cały miesiąc, aż nadejdzie termin naszego wyjazdu. Na Szarotce hasło Pendolino nie robiło specjalnego wrażenia. Podrośnie to zrozumie – pomyślałem i wróciłem do przytulania mojego wirtualnego biletu.

Keszomaniacy - Na tropie stołecznych skarbów 3Czas dłużył się nieubłaganie. Godziny mijały niczym dni, minuty wydawały się być godzinami, a im bliżej wyjazdu tym większe odnosiłem wrażenie, że czas staje w miejscu, a nawet zaczyna się cofać. Z trudem odpierałem pokusę, żeby jechać na dworzec i chociaż popatrzyć na smukłą sylwetkę flagowego taboru polskich kolei. W przetrwaniu tego trudnego okresu pomagał mi mój telefon, na którym miałem ściągnięty bilet oraz zdjęcie lokomotywy, na które patrzyłem zawsze kiedy nachodził mnie kryzys powtarzając w myślach, że wszystko będzie dobrze. I tak się to ciągło aż do marca…

Stało się. Na kalendarzu pokazała się długo wyczekiwana data naszej podróży do stolicy, a w sercach nastała radość i uniesienie. Wyprawa przewidziana była na dwa dni. Pierwszy dzień zaplanowaliśmy na zwiedzanie oraz szukanie skrytek do późnych godzin wieczornych, drugi zaś na zacieśnianie więzów rodzinnych i powrót do domu (oczywiście z podjęciem mijanych keszy). Komu w drogę, temu czas!

Keszomaniacy - Na tropie stołecznych skarbów 4– To się nazywa luksus! – myślę zajmując miejsce w bezprzedziałowym wagonie. Własny, zarezerwowany fotel z lampką, luksusowa tapicerka i dobry widok na dwa monitory, na których będziemy mogli z zainteresowaniem oglądać zapętlone reklamy. A co najważniejsze, podróż do Warszawy trwać będzie całe 7 minut krócej niż trwałaby zwykłym pociągiem z logo Inter City. Taka oszczędność czasu warta jest każdych pieniędzy! Zamykam oczy by móc głębiej przeżywać doświadczenie mojego pierwszego razu w Pendolino i wsłuchuję się w subtelny stukot kół, a Szarotka idzie w moje ślady.

Podróż minęła błyskawicznie. Ledwo zdążyliśmy się zadomowić w mknącym przez zimowy pejzaż pociągu, a już musieliśmy pakować z Szarotką manatki. Warszawa Centralna wita!
Stolica przywitała nas w miarę znośną, jak na tą porę roku, pogodą. Zaraz po wyjściu z dworca zaatakowaliśmy najbliższe skrytki, chcąc dobrze zacząć dzień. Cóż… Ponoć prawdziwego mężczyznę nie poznaje się po tym jak zaczyna, lecz po tym jak kończy. Pozostało mi się mocno trzymać tej dewizy, bo szukanie zaczęliśmy od trzech porażek (!) z rzędu. Jeśli nasza podróż miałaby skończyć się tak jak zaczęła, to można byłoby od razu wracać do domu ze spuszczoną głową. Na szczęście nie straciliśmy ducha i ruszyliśmy śmiało dalej, a za cel obraliśmy Muzeum Techniki i Przemysłu NOT (w końcu nie tylko skrytkami człowiek żyje).

Keszomaniacy - Na tropie stołecznych skarbów 5Muzeum Techniki robi wrażenie zarówno wielkością powierzchni wystawowej jak i prezentowanymi zbiorami. Można w nim podziwiać wystawy stałe poruszające między innymi tematykę motoryzacji, górnictwa, telekomunikacji czy astronautyki. Miłośnicy motoryzacji zobaczą w nim przed i powojenne motocykle polskiej produkcji, w tym takie skarby jak „Junak”, „Komar” czy „Sokół”, będą mogli zobaczyć również samochody i rowery z przełomu XIX i XX wieku. Oprócz tego wystawiona jest niezliczona ilość odbiorników radiowych, telefonów oraz komputerów. W trakcie zwiedzania można również samodzielnie przeprowadzić proste doświadczenia fizyczne, a także zagrać w stare gry komputerowe, pamiętające czasy Amigi, co może być ciekawym doświadczeniem zwłaszcza dla najmłodszych. Szarotka czuła się jak ryba w wodzie oglądając stare rowery i motory, za to na mnie duże wrażenie zrobiła wystawiona niemiecka maszyna szyfrująca Enigma oraz opis złamania jej kodu przez polskich matematyków. Wyczyn równie wielki co niedoceniany. Oprócz Enigmy w pamięci pozostał mi jeszcze jeden eksponat…

Keszomaniacy - Na tropie stołecznych skarbów 6Patrzę i nie wierzę. Przede mną wisi telefon, który pamiętam z bezpowrotnie minionych lat dzieciństwa. To takie automaty namiętnie przecierałem swoimi małymi rączkami (byłem za mały, żeby dojrzeć) w nadziei, że ktoś zostawił na telefonie zużytą kartę, którą mógłbym przygarnąć do swojej kolekcji. Po chwili nostalgii przyszło otrzeźwienie… – moment, jestem w muzeum i oglądam eksponat, z którego sam za młodu korzystałem – pomyślałem i w momencie, w którym uświadomiłem sobie, że pierwszą młodość mam już dawno za sobą, Kostucha stanęła mi przed oczami. Takiego wała! – pomyślałem – uciekamy! – wydałem komendę i pociągnąłem zdezorientowaną Szarotkę za sobą.

Po zwiedzeniu Muzeum NOT i brawurowej ucieczce skierowaliśmy się w stronę Muzeum Powstania Warszawskiego, zatrzymując się po drodze w Złotych Tarasach na krótki popas. Spacerując ulicami Warszawy co chwila napotykamy miejsca pamięci związane głównie z powstaniem w 1944 roku. Mijamy punkty zgrupowań oddziałów AK oraz obiekty, których powstańcy heroicznie bronili i te które z poświęceniem próbowali zdobyć. O powstaniu przypominają również przeglądane na mapie skrytki upamiętniające każdy dzień zrywu. Odrywając się na chwilę od zgiełku miasta i ignorując otaczające nas biurowce, z których to wylewa, to znów wlewa się ludzka fala, można przenieść się wyobraźnią ponad 70 lat wstecz, w sam środek piekła.

Stoimy na środku jednej z walczących ulic. Chłopcy z batalionu AK Chrobry nerwowo przeładowują broń, którą mierzą w nacierających na nich Niemców. Wet za wet, strzał za strzał. Obok zapala się rzucona zza rogu butelka z benzyną. Pociski świszczą tuż nad naszymi głowami. Krzyki bólu rannych mieszają się z wrzaskami wydających rozkazy oficerów. Nad miastem przelatuje obstrzeliwany przez hitlerowców Liberator RAF-u i dokonuje zrzutu. Wysiłki załogi samolotu okazują się daremne, bo wiatr znosi zasobnik, który wpada w niemieckie ręce. Mija kilka minut nieprzerwanej wymiany ognia, po której chłopcy z Chrobrego nie przeładowują już swoich karabinów. Z pustego magazynku nie będzie pożytku. Obok staje chłopak, na oko młodszy ode mnie, z dumnie podniesioną głową i bez strachu w oczach. Poszarpana powstańcza opaska przesiąka powoli krwią ze świeżej rany. Odbezpiecza trzymany w ręku granat i rzuca czując jednocześnie wdzierający się do lewej komory serca niemiecki pocisk. Pada na ziemię, która wydaje się go tulić do snu. Zamykam mu oczy i w tym samym momencie mam wrażenie, że widzę białego orła wzbijającego się do lotu. W tej samej chwili rzucony granat eksploduje w niemieckim gnieździe karabinu maszynowego. Zapada cisza…
– Jak k…a jeździsz?! – z transu wybudza mnie krzyk przechodnia, który niemal wpadł pod koła nadjeżdżającego samochodu. Doszliśmy do Muzeum Powstania Warszawskiego.

Keszomaniacy - Na tropie stołecznych skarbów 7Mieszczące się przy ulicy Grzybowskiej Muzeum Powstania Warszawskiego przyciąga wzrok z daleka dużym znakiem Polski Walczącej umieszczonym na wieży budynku. Budynek, w którym obecnie prezentowane są dzieje zrywu warszawskiego, swoją historią sięga 1905 roku kiedy to na Woli wybudowano elektrownię tramwajową. Od tego czasu udało mu się przetrwać wybuch kotła w 1917 roku, który unieruchomił warszawskie tramwaje na ponad 2 miesiące, początki wojny w 1939 roku oraz bombardowanie Niemców w roku 1944. Wysadzony po powstaniu został prowizorycznie odbudowany, a dziś pełni rolę jednego z najnowocześniejszych muzeów w Polsce z blisko 3000 m² powierzchni wystawowej. Z nieskrywaną ciekawością wchodzimy do środka…

Po przekroczeniu progu bombardowani jesteśmy bodźcami dającymi się odczuć większością zmysłów. Naszych uszu dobiega odgłos wybuchów, oczy muszą przywyknąć do mrocznej iluminacji, w powietrzu unosi się zapach wiekowych murów, a w ręce od razu ląduje słuchawka starego telefonu, przez który możemy wysłuchać wspomnień świadków i uczestników tamtych wydarzeń, w tym jedynej kobiety – cichociemnej zrzuconej do Kraju Elżbiety Zawackiej pseud. „Zo”.

Keszomaniacy - Na tropie stołecznych skarbów 11Po wysłuchaniu relacji dawnych powstańców idziemy dalej. Czytamy życiorysy dowódców, oglądamy zdjęcia z warszawskiego getta, chłoniemy atmosferę tamtych dni. Największe wrażenie wizualne wywiera na nas replika Liberatora (skala 1:1), samolotu którymi alianci dokonywali zrzutów nad walczącym miastem oraz trójwymiarowy film pokazujący z lotu ptaka ruiny Warszawy po powstaniu. Najwięcej emocji budzi, przynajmniej we mnie, wystawa powstańczych opasek na ramię. Opasek, które po wojnie musiały być ukrywane przed „wyzwolicielami” ze wschodu, a których znalezienie groziło więzieniem lub śmiercią właściciela. Zwiedzanie kończymy na niewielkiej ekspozycji poświęconej współczesnym jednostkom specjalnym – kontynuatorom najlepszych tradycji polskiego oręża. Wizyta w Muzeum Powstania Warszawskiego była dla nas swoistym katharsis, które w mojej ocenie przejść powinien każdy, komu nie jest obojętna nasza historia.

Keszomaniacy - Na tropie stołecznych skarbów 8Reszta dnia upłynęła nam na długim spacerze i szperaniu w poszukiwaniu skrzynek. Trzeba przyznać, że stołeczne kesze nie odbiegały swoim standardem od typowych skrytek miejskich. Większość pojemników to mikrusy w standardowych miejscach ukrycia (rynny, parapety). Wiele z tych, które znaleźliśmy ewidentnie od dłuższego czasu nie było sprawdzanych przez właścicieli o czym świadczyły przepełnione lub mocno zawilgocone logbooki. To co rzuciło się nam w oczy, a czego raczej nie doświadczamy w Krakowie, to podpowiedzi niemal wskazujące palcem, gdzie znajduje się kesz. O ile w Krakowie podpowiedź brzmi np. magnetyk, o tyle w Warszawie brzmiała by pewnie „magnetyk, nisko na rynnie, sięgaj od prawej strony”. Musimy koniecznie wybrać się ponownie do stolicy, żeby przy okazji dalszych poszukiwań zweryfikować czy takie różnice są regułą czy też tylko przypadkiem na takie trafiliśmy.

– Masz?! – pytam Szarotki przekrzykując uliczny zgiełk. Szukaliśmy kesza w czymś co przypominało sporych rozmiarów wylot wentylacyjny. Kesz miał być magnetyczny, a blachy do obmacania było z tonę albo i więcej. Po dłuższej chwili szukania jednocześnie krzyknęliśmy – mam! Biegnę do Szarotki, Szarotka biegnie do mnie, oboje mamy w rękach pojemniki oklejone naklejką z logo geocaching. Coś ty znalazła? – pytam zdziwiony. Kesza, a Ty? – odpowiada równie zdziwiona Szarotka. Oboje otwieramy swoje znaleziska, wyjmujemy logbooki i patrzymy zdezorientowani. Obydwa pojemniki założone były przez jedną osobę, oba w geocaching.com, oba nazywały się tak samo. W którym się wpisać? Oto jest pytanie!

Wieczorem zadekowaliśmy się u mugola zwanego Saturninem i pomimo zmęczenia rozegraliśmy kilka potyczek z komputerem w kultowej grze Star Craft – niemal wszystkie przegrywając.

Keszomaniacy - Na tropie stołecznych skarbów 9Następnego dnia udaliśmy się z Szarotką w okolice Starego Miasta, zarówno po to żeby pozwiedzać, jak i po tamtejsze kesze.
– Tylko nie przegapcie Zamku Królewskiego! – przestrzega nas Saturnin – jak ja pierwszy raz pojechałem go zobaczyć, to pytałem ludzi którędy do zamku. Powiedzieli mi, żebym się odwrócił. Okazało się, że to była kamienica za moimi plecami! – kończy radośnie.

Cóż może powiedzieć Krakus na widok warszawskiego Zamku Królewskiego? Mając całe życie Wawel pod nosem ciężko jest docenić uroki stołecznej budowli, choć uczciwie przyznaję, że nie widzieliśmy go od wewnątrz. Zobaczyliśmy również Kolumnę Zygmunta, Barbakan oraz Starówkę wraz ze schowaną za lodowiskiem syrenką. Z daleka udało się nawet dostrzec słynny Stadion Narodowy, przez złośliwców nazywany swego czasu Basenem Narodowym. Spacer zakończyliśmy stołując się w Złotych Tarasach przy okazji oczekiwania na pociąg – oczywiście Pendolino. I tu z pełną odpowiedzialnością przyznać trzeba, że stołeczne fast foody smakują identycznie jak te krakowskie. Tablica Mendelejewa wszędzie smakuje tak samo.

Keszomaniacy - Na tropie stołecznych skarbów 10Stolica na swój sposób jest piękna, jednak stanowczo wolimy krakowski Wawel, Barbakan, Stare Miasto i strzegącego go „Adasia”. Nawet Tauron Arena daje radę w porównaniu z warszawskim stadionem. Tak zakończyliśmy naszą dwudniową wycieczkę do stolicy, podczas której oprócz znalezienia kilkunastu keszy zrealizowaliśmy postanowienie noworoczne, co nieczęsto się nam udaje. Stłumiony stukot kół pociągu kołysał nas do snu, a pod nosem nuciliśmy słowa piosenki:

„(…) u nas wiosną wiersze rodzą się najlepsze
i odmiennym jakby rytmem
u nas ludziom bije serce
choć dla serca nieszczególne tu powietrze(…)
nie przenoście nam stolicy do Krakowa (…)”*

*Cytat pochodzi z piosenki zespołu Pod Budą pt. „Nie przenoście nam stolicy do Krakowa”

autor Keszomaniacy

Tags: event, geocaching, Geocaching Warszawa, kesze, keszomaniacy, Muzeum Powstania Warszawskiego, skrytki, skrzynki, stolica, szukanie skarbów, Warszawa

Komentarze (4)
  • CopernicusHigh   /   Lipiec 30, 2016., 12:13 pmReply

    Szarotko, piętaszku! Ja jestem pewna, że za kilkadziesiąt lat keszomaniacy będą na liście lektur szkolnych. Na lekcjach polskiego będą zachwycać się "smukłą sylwetką flagowego taboru polskich kolei", na lekcjach etyki będa rozważać dylemat moralny: "jakim człowiekiem trzeba być, żeby ani raz w życiu nie jechać Pendolino?!", a na WDŻ rozważą kwestię pt. Bilet wirtualny- tulić, nie tulić? Nie piszczie juz tak śmiesznie, nie mogę się ciągle śmiać w tramwajach. PS. "I w momencie, w którym uświadomiłem sobie, że pierwszą młodość mam już dawno za sobą, Kostucha stanęła mi przed oczami". Rozumiem, też tak mam, ale to trzeba więcej keszować i wtedy przechodzi. :)

    • Keszomaniacy   /   Lipiec 31, 2016., 7:19 amReply

      CopernicusHigh nie życz źle przyszłym pokoleniom uczniów! Podejrzewamy, że Ministerstwo Edukacji Narodowej raczej nie doceni naszej radosnej twórczości, chyba że byśmy zaczęli pisać trzynastozgłoskowcem, na co się z kolei nie zanosi? Ponoć śmiech to zdrowie, więc dzięki nam będziesz nieśmiertelna ? P.S w związku z Kostuchą, od dziś jednym z naszych zawołań będzie "memento keszing!"?

  • okrutnyb   /   Lipiec 29, 2016., 11:34 amReply

    Wyprawa nieważna! Nie było eventu w stylu "meet&greet". Na przyszłość zapraszamy nie tylko na spotkanie, ale też na kesze trochę bardziej oddalone od atrakcji turystycznych. Skrzynki EUzebiusza18, 13MARa, Pensenty, czy nieodżałowane skrzynki Lukuja (nich im ziemia archiwum lekka będzie) to klasa sama w sobie.

    • Keszomaniacy   /   Lipiec 30, 2016., 7:42 amReply

      Odnośnie spotkania "meet&greet" to bijemy się w pierś, bo owszem przyszedł nam taki pomysł do głowy jednak dopiero... 12 dni przed wyprawą i w efekcie event nie poszedł. :( Przy kolejnej wizycie w stolicy na 100% zaproponujemy spotkanie zapoznawcze. :) A były to czasy, w których o blogu może i myśleliśmy, ale w bardzo dalekiej perspektywie i do głowy nam nie przyszło, że powstanie z tej wycieczki artykuł. :) Pozdrawiamy serdecznie Warszawę!

Dodaj komentarz

loading
×
%d bloggers like this: