decoration decoration decoration
decoration
leaf leaf leaf leaf leaf
decoration decoration

Na Szlaku Drwala – Maniacy w borkowickich lasach cz. 2

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-28

Event zorganizowany przez k-6 zawierał w sobie wszystkie cechy porządnego pikniku rodzinnego. Na przybyłych poszukiwaczy czekali uśmiechnięci mieszkańcy Borkowic z gotowymi kiełbaskami, bułkami i dodatkami oraz różnorakimi napojami. Całość imprezy miała miejsce przy Izbie Regionalnej, w której mieszczą się wystawy rękodzieła (zarówno wyroby drewniane jak i wyszywane), w tym takie rarytasy jak stare meble i zabytkowe akcesoria gospodarstwa domowego. Oglądając wystawione eksponaty można dowiedzieć się, że w Borkowicach historia rzemieślnictwa stolarskiego liczy ponad 40 lat, a z fachu tego utrzymywało się 20 gospodarstw domowych. Tutejsi stolarze, prócz stolarki meblowej, wykonywali również stolarkę budowlaną, o czym najlepiej świadczy fakt, że właśnie miejscowi rzemieślnicy wraz z innymi mieszkańcami wsi wybudowali tutejszy kościół. Wszystko to razem wzięte predysponuje Borkowice do miana wsi tematycznej, której motto brzmi: „Drewno naszym bogactwem”.

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-9Zauważyłem, że wszystkie eventy typu „piknik” rządzą się u nas bardzo podobnymi prawami. Najczęściej Szarotka, jako jedna z pierwszych, wystawia kram z naszymi drewniaczkami, ja natomiast ogarniam aspekt kulinarny wydarzenia. Tym razem było nieco inaczej, gdyż po pierwsze uprzedzono nas z drewniaczkami, a po drugie jedzenie, przyćmione przez czekające w lesie kesze, nie odgrywało tak istotnej roli jak zwykle. Co do drewniaczków, to tym razem pierwsza była happinessKP, która w efekcie dokonała konkretnej wymiany z Szarotką, i którą serdecznie z tego miejsca pozdrawiamy.

Kiedy handel trwał w najlepsze, na barki piętaszka spadło upieczenie kiełbasek na ogniu. Niejedną kiełbasę już w życiu na ogniu piekłem, więc podjąłem się tego zadania bez wahania i z dość dużym entuzjazmem. Wstając o 3:30 rano niewiele mieliśmy czasu na śniadanie, a i apetyt nie za bardzo dopisywał. Sytuacja była jednak diametralnie inna po kilku godzinach jazdy i buszowania w lesie, nie mówiąc już o spacerze farmera z pieruńską oponą. Brzuszek zaczynał burczeć, a burczenie to potęgowały niosące się z ogniska zapachy.

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-11Ruszyłem z kopyta w stronę stoliczka z żywnością, którego pilnie strzegł DakiPL z towarzyszkami. Nie wiem czy to przez dzierżony przeze mnie kijek, czy też przez głód w moich oczach, ale dwie sztuki mięsa zdobyłem bez problemów, po czym zasiadłem przy ogniu kontemplując sens życia, istotę geocachingu i zawartość tłuszczu w obrabianej termicznie kiełbasce. Nie musiałem długo czekać, a z zadumy wyrwała mnie Szarotka…

– Uważaj, bo zaraz przypalisz kijek i Ci zlecą w ogień – mówi jak do kiełbaskowego amatora.
– Nie mów ojcu jak się dzieci robi! – odrzekłem, po czym wróciłem do swoich rozważań.

Będąc myślami gdzieś między wyższością skrytek terenowych nad miejskimi, a wpływem treści loga na samopoczucie ownera, poczułem delikatne szarpnięcie kijka w górę…

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-13– Bierze! – pomyślałem ciesząc się niezmiernie, po czym zdałem sobie sprawę, że nie siedzę nad wodą z wędką, a szarpnięcie na pewno nie było spowodowane przez pokaźnego suma. Szybko zszedłem na ziemię, a moim oczom ukazały się dwie soczyste kiełbaski, które jeszcze przed chwilą wisiały na trzymanym przeze mnie kijaszku. Teraz zaś leżały na krawędzi ogniska upaprane popiołem. Co za blamaż! Wykrakał rudzielec nieszczęście i stało się. W efekcie pierwsza partia mięsa była z dodatkiem popiołu, ale i tak zjedliśmy ze smakiem (przecież w życiu jej nie przyznam, że było niedobre!). Na nasze szczęście dostaliśmy drugi przydział mięcha, którym po piętaszkowej kompromitacji, zajęła się już Szarotka.

Siedząc przy stole i ciesząc się życiem poznawaliśmy nowe keszerskie twarze. Dosiadł się do nas twórca keszy „takich jakich nigdzie indziej nie ma, i o których koniecznie musicie napisać ” jaconurak (i chyba faktycznie musimy wziąć je na celownik, bo ich twórca nas odwiedza i czyta!!!), poznaliśmy sympatyczną przedstawicielkę GeoPyry Boann, wreszcie nadarzyła się okazja zamienić kilka słów z odwiedzającymi nasze łamy Trójkątempascala i marmatem00, z którymi mieliśmy przyjemność uczestniczyć w Perseidach 2016. Poznaliśmy również przybyłą z Kalisza nadulkę, jak się później okazało założycielkę zagadkowego „Szlaku serca” znajdującego się nieopodal Pleszewa.

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-17Pomimo tego, że atmosfera przy stole była iście sielankowa, widać było i czuło się w powietrzu to, że większość myśli już o odejściu i ruszeniu w gęsty las, w którym przecież czeka jeszcze wciąż tyle nieodkrytych skarbów. Nasza drużyna niestety się rozpadła, ponieważ Krzosz i MasterMrozio musieli wracać, za to pojawiła się koncepcja sformowania nowego teamu. W efekcie po pożegnaniu się z resztą uczestników eventu ruszyliśmy na łowy w składzie my, CopernicusHigh, nadulka, Boann oraz Trójkątpascala z marmatem00. Siła trzech samochodów i jednego rowera jadących w kolumnie była chyba dość rzadko spotykana w Borkowicach, bo niejednokrotnie budziliśmy spore zainteresowanie miejscowych. Z resztą co się dziwić, skoro już jeden szukający Bóg wie czego keszer potrafi wzbudzić ciekawość miejscowej ludności.

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-23Na pierwszy rzut poszły kesze tradycyjne i multi-kesz, które położone były w samych Borkowicach. Bycie Wioską Drewna jednak zobowiązuje i trzeba przyznać, że borkowickie skrzynki są popisem kunsztu stolarskiego. Największe wrażenie zrobił na nas TB Hotel, który nie dość, że pięknie się prezentuje, to jeszcze przybyli do niego goście mają osobne pokoje, w zależności od celu ich podróży. Przy okazji na pochwalę zasługują też logbooki, które również zawierają w sobie drewniany akcent. W tej małej, niepozornej wsi mieliśmy pierwszy raz do czynienia z logbookiem, który jednocześnie był keszem (!). Przewrotność tego patentu sprawiła, że niejeden musiał wracać do miejsca ukrycia, po uprzedniej konsultacji z poprzednimi znalazcami. Założyciel tutejszych skrzynek wykazał się również sporym poczuciem humoru, zamykając jedną ze skrzynek na kłódkę i dając przy niej cały pęk kluczy, z którego jak się łatwo domyślić tylko jeden jest pasujący. Jeśli ktoś zawsze marzył o zostaniu Gerwazym, ten koniecznie musi się udać na poszukiwanie keszy do Borkowic. Nam chwilę zajęło odszukanie pasującego klucza, ku uciesze DakiegoPL, który z nieskrywaną radością obserwował nasze zmagania. Po keszerskim wysprzątaniu wioski ruszyliśmy na dokończenie ukrytych w lesie zagadek.

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-21Cóż to była za jazda! Kolumnę otwierała nadulka, która miała na pokładzie Boann i CopernicusHigh, za nią pędziliśmy my, a zamykającymi byli Trójkątpascala i marmat00. Co prawda żaden z naszych pojazdów nie był przystosowany do jazdy w terenie, ale absolutnie w niczym to nie przeszkadzało. Nadulka bezlitośnie cisnęła swój Nadulomobil nie zważając na przeszkody terenowe, my zaś nie chcąc zostać za bardzo w tyle, siłą rzeczy musieliśmy przycisnąć nasz mały keszowozik, choć nieco mniej, bo czego by o naszym pojeździe nie mówić, to ewidentnie nie był on pomyślany na jazdę po terenach leśnych. W iście ekspresowym tempie w nasze ręce wpadały kolejne kesze z serii i drzewny GeoArt zaczynał powoli uśmiechać się z mapy żółtymi ikonkami, jednocześnie przybliżając nas do pojemnika finałowego i obiecanego drewniaczka.

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-26– Szalona dziewczyna! – mówię do Szarotki patrząc na off-roadowy styl jazdy nadulki, która po wyboistej, leśnej dróżce pruła jak po autostradzie (oczywiście A4 na odcinku Kraków -Katowice). Prawo, lewo, środkiem, szybko, szybciej… szatan nie kierowca. Pech jednak chciał, że w pewnym momencie Nadulomobil zjechał na pobocze, a niewesołe miny wysiadających z niego niewiast wróżyły kłopoty…

Po wyjściu z keszowozu usłyszeliśmy gniewny głos nadulki mieszający się z sykiem uchodzącego powietrza. Normalnie człowiek by pomyślał, że coś przebiło oponę, ale patrząc na eliptyczny kształt felgi nadulkowego pojazdu („a bo kiedyś uderzyłam w krawężnik”) wystąpić mogły spore wątpliwości co do przyczyny awarii. Bez względu na to co się wydarzyło, nadszedł czas próby (oczywiście dla piętaszka, bo na jego nieszczęście był jedynym przedstawicielem płci brzydszej, aczkolwiek silniejszej – przynajmniej teoretycznie).

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-25Biada samcowi, który utknie w środku lasu z czterema niewiastami, które od owego samca oczekują pomocy. Tym bardziej, jeśli ma to być pomoc w zdjęciu koła, poprzedzona odkręceniem czterech dawno nieruszanych śrub kluczem typu retro. A wszystko to pod uważnym spojrzeniem czterech pięknych pań… Samczy dramat.

No nic, nie ma miękkiej gry. Pojedynek: śruby kontra piętaszkowy testosteron czas zacząć. Wszystko zaczęło się nawet dobrze, mianowicie… Klucz pasował! Pewnym ruchem spróbowałem szarpnąć każdą, z nadzieją że chociaż jedna puści, tak na zachętę. Cóż, nadzieja matką głupich. Ani jedna nie puściła, a myśli napływające do piętaszkowej głowy nie nadawały się w żadnym razie do artykulacji, tym bardziej nie nadają się do zacytowania. Walka trwała. W pocie czoła, koordynując rękę z ręką, rękę z nogą, tak jak jeszcze nigdy nie koordynowałem i poświęcając kilka kręgów z odcinka lędźwiowego poluzowałem dwie śruby, za nic nie mogąc ruszyć dwóch pozostałych. Pojedynek zapowiadał się na remis, niestety ze wskazaniem na cholerne śruby. Szczęście w nieszczęściu, że niewiasty wykazały się ponadprzeciętną ogładą powstrzymując się od komentarza. A było co komentować. Nadulka nawet, w akcie ostatecznej desperacji, psiknęła śruby specyfikiem do nabłyszczania plastiku, ale nie wiedzieć czemu, nie zrobiło to specjalnego wrażenia na moim przeciwniku. Nie pozostało nic innego jak wezwać posiłki.

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-24Dwa telefony i oto po kilku minutach pojawił się DakiPL ze swoim małym pomocnikiem i małżonką, a co najważniejsze z normalnym kluczem i odrdzewiaczem. Cztery psiknięcia, trzy minuty, dwa szarpnięcia i było po problemie. Cóż tu więcej komentować? Do podjęcia pozostały jeszcze dwa letterboxy, których nie mogliśmy odpuścić. Obraliśmy więc azymut na centrum Borkowic i ruszyliśmy z kopyta…

Trzeba się chwilę nagłówkować, żeby namierzyć dwie borkowickie skrzynki listowne. Interpretacja poezji nigdy nie była naszą mocną stroną, a tutaj nie dość że trzeba interpretować, to jeszcze dość spory kawał tekstu, na dodatek połączony z liczeniem. Suma sumarum jeden letter poddał się całkiem szybko, drugiego namierzyliśmy po dłuższej chwili, ale najwięcej problemów sprawiło nam dostanie się do niego, co wymagało złamania szyfru do kłódki.

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-27– Z moich wyliczeń wynika, że szyfr do kłódki to XYZ – mówi zrozpaczona Szarotka, która swoje kalkulacje poczyniła już któryś raz z kolei, za każdym razem otrzymując ten sam, nieprawidłowy wynik. Liczyli więc wszyscy, no może oprócz piętaszka… Liczyła Boann z nadulką, kalkulowała CopernicusHigh, a piętaszek chodził, patrzył i czekał cierpliwie. Działając na tych samych liczbach wszystkie wyniki wychodziły tak samo i zanosiło się na to, że letterbox pozostanie nie podjęty, a na to zgody być nie mogło. W akcie ostatecznej desperacji CopernicusHigh zaczęła szukać ratunku u osób, które już tego kesza podjęły, natomiast piętaszek upatrując w całej sytuacji swojej szansy na poprawę swojego wizerunku po leśnym blamażu z kołem zachował się jak rasowy kasiarz. Podszedł do kesza, chwycił kłódkę i… otworzył. Patrząc na jego minę było się pewnym, że sam nie wie jak tego dokonał, ale któż by śmiał rozliczać zwycięzcę? Kesz został podjęty, ostatnia liczba potrzebna do finału zdobyta i pozostało już tylko wyruszyć po skrzynkę kończącą całą serię.

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-29Zdobycie kesza kończącego całą serię obfituje w wiele pozytywnych emocji. Nie dość, że sam finał został starannie przygotowany, łącznie z eleganckim logbookiem, to jeszcze udało nam się zameldować przy nim jako drugiej ekipie. W środku, oprócz logbooka zostaliśmy drewniane certyfikaty dla trzech pierwszych znalazców (niestety drużyna liczyła się za jeden, dlatego kółeczko z gratulacjami przytuliła tylko nadulka, bez sprzeciwu reszty), drewniaczki z eventu oraz drobne fanty na wymianę, które oczywiście z chęcią podmieniliśmy. Wspólnym pamiątkowym fotkom, łzom wzruszenia i triumfalnym okrzykom nie było końca. I tylko fakt, że nadszedł czas rozstania z nowo poznanymi ludźmi kładł się cieniem na tej przesiąkniętej pozytywnymi emocjami chwili. Żegnając się z nadulką i Boann w kościach czuliśmy, że jeszcze się spotkamy, i mamy nadzieję że nadejdzie to szybciej niż nam się wydaje.

Seria „Szlak Drwala” była dla nas pierwszą tak dużą serią, którą zaatakowaliśmy (i to jeszcze z sukcesem!). Na dodatek był to też pierwszy GeoArt, który po wizycie w Borkowicach uśmiecha się do nas z wirtualnej mapy. Niewątpliwie pobudka w środku nocy warta była przeżyć tamtego dnia, który po przyjeździe zgodnie uznaliśmy za historyczny w naszej keszerskiej karierze.

autor Keszomaniacy

Tags: Borkowice, CITO, event, GeoArt, geocaching, kesze, piętaszek, podróże piętaszka, serie skrytek, skrytki, skrzynki, Szlak Drwala, szukanie skarbów, trail, Wioska Drewna

Komentarze (5)
  • Jacek   /   Październik 25, 2016., 8:24 pmReply

    A ja mam Dobrego Duszka w osobie Bożenki, ktora podsyła mi jak coś ciekawego dzieje się w świecie geokeszerskim. Nie muszę szperać i same w łapki wpadają takie perełki jak Wasze publikacje, pełne dowcipu i takie obszerne....że Wam się chce, oczywiście ku uciesze zainteresowanych! OSP Byczynę będę niedługo "archiwizował" ot natura... Pozdrawiam serdecznie, jaconurak.

  • Anonim   /   Październik 25, 2016., 6:05 pmReply

    Świetny tekst, uwielbiam to twoje poczucie humoru. "Szalona dziewczyna"(...) "szatan nie kierowca". Dobre...😃 może coś w tym jest. Pozdrawiam

    • Keszomaniacy   /   Październik 25, 2016., 6:44 pmReply

      Dziękuję za dobre słowo ;) mamy nadzieję, że tekst choć trochę zrekompensował długi czas oczekiwania na jego publikację ;)

  • CopernicusHigh   /   Październik 25, 2016., 5:44 pmReply

    No, wreszcie !!! PS. Czyżby to był cytat "ze mnie? " :) Zresztą nie ważne, przecież mówiłam Wam już z dziesięć razy, że musicie do Byczyny i Gołkowic pojechać. Już tam pół Polski było! I wszyscy chwalą:)PS2. Piętaszku, wiem, że nie było Ci łatwo, ale byłeś bardzo dzielny. Czytając Twój opis przeżywam wszystko na nowo, nie zdawałam sobie sprawy jakie to trudne było dla niektórych uczestników zdarzenia:)

    • Keszomaniacy   /   Październik 25, 2016., 6:46 pmReply

      Byczyna jest na naszej liście miejsc do odwiedzenia, więc mamy nadzieję,że prędzej czy później się w niej pojawimy :) wymiana koła przy takiej publice to gwarantowana trauma:P zwłaszcza, jak wymiana jest nieudana :(

Dodaj komentarz

loading
×
%d bloggers like this: