decoration decoration decoration
decoration
leaf leaf leaf leaf leaf
decoration decoration

Na Szlaku Drwala – Maniacy w borkowickich lasach cz. 1

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1W dalekich stronach, nieopodal małej, nieznanej jeszcze nikomu wsi Borkowice, od rana do wieczora z pobliskich lasów dobiegały odgłosy wytężonej pracy. Stukom i pukom przeplatanym odgłosami cięcia i piłowania nie było końca. Jedni mówili, że to leśne skrzaty budują swe królestwo, inni zaś myśleli, że okoliczni zbóje szykują drewnianą warownię w obawie przed policyjną obławą. Prawda jednak jest taka, że upust swej twórczej wenie dawał natchniony Drwal artysta, szykujący dzieło swego życia. A kiedy skończył i spojrzał na efekt swojej pracy, stwierdził że dzieło jest dobre. I rozpierzchła się dzika zwierzyna na wszystkie strony świata, a drzewa wściekle zaczęły szumieć, bo oto artysta z siekierą krzyknął ile sił w płucach „PRZYBYWAJCIE!”, po czym usiadł czekając aż się pojawią.

Nie każdy mógł usłyszeć wołanie Drwala. Przeznaczone ono było tylko dla wtajemniczonych uszu, które rozsiane po całej Polsce zastrzygły z zainteresowaniem. Chwilę po tym, niemal synchronicznie, wybiegły ze swoich domów małe komanda, które rozświetlając mrok nocy samochodowymi reflektorami ruszyły na jego wezwanie. Ruszyliśmy i my, czując pod skórą moc przygody…

Czekająca nas przygoda była niewątpliwie jednym z największych keszerskich wyzwań tego roku. Natchniony Drwal wzywał wtajemniczonych poszukiwaczy do położonej nieopodal Opola Wioski Drewna – Borkowic, które oprócz typowych, wiejskich uroków mają do zaoferowania znacznie więcej atrakcji, zwłaszcza dla ludzi, którzy widzą to, co dla innych jest niewidzialne. Otóż w pobliskich lasach oraz w samej wsi ukrytych jest ponad 40 skrzynek (dokładnie 42), które nie dość, że tworzą wspaniałą serię, to jeszcze ich ułożenie na mapie kwalifikuje je jako ekologiczny GeoArt w kształcie ikonkowego drzewa.

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-2

Seria „Szlak Drwala” składa się z 32 zagadek tematycznych, 7 skrzynek tradycyjnych, 2 letterboxów oraz 1 multi-kesza. Założycielem i opiekunem Szlaku jest k-6, który ma już na swoim koncie słynną w keszerskim świecie „Bocianią Serię”. Osoby chcące zdobyć borkowickiego GeoArta będą musiały znaleźć odpowiedzi na sporą liczbę pytań związanych z drewnem (jakie jest obecnie najwyższe drzewo w Polsce? Co to jest dendrologia? Jak się nazywa terapia wykorzystując drzewo do samoleczenia?), przejść Borkowice wzdłuż i wszerz oraz zagłębić się w strofy wierszy, w których ukryte są wskazówki do znalezienia i podjęcia dwóch czających się między zabudowaniami letterboxów. Całość stanowi rewelacyjną ścieżkę edukacyjno-przygodową ujętą w ramy gry terenowej, gwarantującej naprawdę sporo satysfakcji osobie, której uda się ją przejść do końca. Zachętą do podjęcia tego wezwania niewątpliwie jest też obiecany przez założyciela drewniaczek „Szlak Drwala – Zdobywca”, który przysługuje za znalezienie 38 keszy z serii. Seria – GeoArt – drewniaczek… Czego można chcieć więcej?

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-3Głównym impulsem do tego, żeby wybrać się na Opolszczyznę było zorganizowanie w Borkowicach dwóch eventów – zwykłego oraz CITO – które miały się odbyć tego samego dnia. Decyzja zapadła, a planowana wyprawa miała potencjał na to, żeby stać się dla nas historyczną. Inną sprawą jest to, czy potencjał ten został wykorzystany…

Przygotowania do wyjazdu zaczęły się na długo przed jego terminem. Szarotka wzięła na siebie główny ciężar rozwiązywania zagadek, ja natomiast zająłem się logistyką podróży. Jakby nie liczyć i kombinować, tak wychodziło nam, że jeśli chcemy zdążyć na pierwszy event, którym było CITO, a przed nim podjąć chociaż kilka keszy z serii, to wyjazd musi nastąpić bardzo wcześnie, o nieludzkiej wręcz porze. Co gorsza, wszystko wskazywało na to, że najszybsza trasa wiedzie przez autostradę A4 i legendarny już odcinek Kraków – Katowice, który ostatecznie zdecydowaliśmy się przebyć.

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-2Nie raz zastanawialiśmy się jaką diagnozę postawiłby lekarz psychiatra słysząc, że oto dwie osoby wstają o godzinie 3:30 (!!!) rano, po to tylko, żeby jechać ponad 200 kilometrów w celu posprzątania bajorka, nad którym nigdy się nie było i nad które nieprędko się wróci. A wszystko to oczywiście po uprzednim znalezieniu choć kilku plastikowych pojemników ukrytych w tamtejszym lesie. Osobiście obstawiałbym diagnozę takich jednostek chorobowych jak psychicus keszerus albo homosapiensis nienormalensis. Obie trudne, a nierzadko wręcz niemożliwe do wyleczenia.

Zaiste nie ma w życiu lepszego uczucia, niż świadomość dobrze zainwestowanych pieniędzy. Wierzcie lub nie, ale ciężko o lepszą inwestycję niż przejazd wspomnianą wyżej autostradą na odcinku Kraków – Katowice. Z nieskrywaną radością i szczerym uśmiechem wydobyliśmy z naszego podróżnego portfela 10 zł na pierwszym punkcie poboru opłat, po czym bez żalu wręczyliśmy banknot miłej pani w okienku. Frajda i niepowtarzalne wrażenia z jazdy warte są przecież o wiele więcej niż marna dycha na wjeździe, i jeszcze marniejsza druga dycha na wyjeździe. A w międzyczasie spragniony przygód i nowych doznań kierowca może co parę kilometrów przećwiczyć hamowanie poprzez redukcję biegów oraz pooglądać nowoczesne maszyny przeznaczone do remontu dróg, tym bardziej że owy sprzęt stał nieruchomo dając się podziwiać bez szwendającej się wokół obsługi. Zarządca autostrady pomyślał również o miłośnikach teorii znakowania dróg, którzy w trakcie jazdy mają niejedną okazję do zapoznania się z najnowszymi trendami w sygnalizowaniu utrudnień i informowaniu o zmianie organizacji ruchu. Istny kunszt drogowy prezentowany na A4 wart jest o wiele więcej niż 20 zł. Aż żal, że polscy fachowcy tak słabo się cenią.

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-4Jeszcze przed wybiciem godziny 8:00 rano stanęliśmy na krawędzi borkowickiego lasu, gdzie czekał na podjęcie pierwszy kesz z serii. Początek był dość niefortunny, bo lokalizacja telefonu sugerowała, że przemieszczamy się skokowo, a to na środek pola sąsiadującego z lasem, a to znowu w sam środek puszczy. Szukanie małego pojemniczka w takich warunkach było dość irytujące, jednak z pomocą w odpowiednim momencie przyszła jak zawsze niezawodna CopernicusHigh, tym razem z towarzyszącymi jej Krzoszem i MasterMroziem, którzy buszowali w chaszczach szukając pojemnika numer 2. Od kesza do kesza, stanęło w końcu na tym, że połączonymi siłami ruszyliśmy mroziowym keszowozem w głąb lasu podążając Szlakiem Drwala.

Przemierzając wyboiste leśne dróżki podejmowaliśmy skrzynkę za skrzynką, przybliżając się tym samym do wieńczącego całą serię finału i obiecanego drewniaczka dla zdobywców całości. Wszystko szło jak po maśle i w pewnym momencie wydawało się nawet, że uda się zgarnąć ok. 20 skrzynek jeszcze przed rozpoczęciem CITO. Po drodze pojawiły się jednak dwa problemy grzebiące nasze nadzieje na dobry, przedeventowy wynik. Pierwszy z nich to zastój przy jednej ze skrzynek i totalny brak pomysłu, gdzie może być ona ukryta…

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-1– Hej, pamiętasz może, gdzie szukać skrzynki nr X? – pyta przez telefon zdesperowana CopernicusHigh jednego z wcześniejszych znalazców – aaa, przy pieńku?

Tak, może ciężko w to uwierzyć, ale podpowiedź „pieniek” odnośnie kesza ukrytego w lesie czasem bywa niewystarczająca. To trochę tak, jak podpowiedź „kamień” do kesza leżącego w kamieniołomie. Pomimo tego dalej dzielnie przeszukiwaliśmy wytypowany rejon ukrycia i po ok. 20 minutach z nieskrywaną ulgą i radością znaleźliśmy skrzynkę i dokonaliśmy triumfalnego wpisu. Przez wrodzoną skromność nie powiemy, że szczęśliwym znalazcą był piętaszek.

Jadąc sobie borkowickim lasem i myśląc już o kolejnej skrytce do podjęcia napotkaliśmy na drugi, odrobinę poważniejszy problem. Kiedy zatrzymaliśmy samochód przy wyznaczonych współrzędnych, nie wiedzieć skąd pojawił się człowiek z piłą łańcuchową i ewidentnymi pretensjami…

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-7– Proszę całkowicie opuścić ten las! – drze się drwal – tutaj nie ma żadnych grzybów!
– Człowieku, idziemy twoim szlakiem, a ty nas wyganiasz?! – pomyślałem nie artykułując jednak moich myśli. W końcu nie chcielibyśmy, żeby nasza historyczna wyprawa zakończyła się borkowicką masakrą piłą mechaniczną. Poza tym są w tym lesie rzeczy o wiele ważniejsze niż jakieś tam grzyby, ale skąd ten mugol mógł o tym wiedzieć? Reszta ekipy podzielała mój pogląd na ten temat i chcąc nie chcąc ruszyliśmy wstecz (oczywiście wcześniej podejmując kesza, po którego przyjechaliśmy).
– Miny nam nieco skwaśniały, bo keszerska ścieżka prowadziła wyraźnie tam, gdzie był człowiek z piłą. Tymczasem nieubłaganie zbliżał się czas rozpoczęcia CITO i wszystko wskazywało na to, że trzeba będzie kończyć poranne poszukiwania. Chcąc się nieco pocieszyć, stwierdziliśmy, że co to za drwal bez brody i siekiery? Na pewno jakiś przebieraniec (co nie znaczy, że można zignorować tą cholerną piłę). Nie wiem jak to jest naprawdę, ale rękę dam sobie uciąć, że dziewczyny nie lecą na takich. W sumie mogłem od razu zapytać Szarotki i CopernicusHigh. Przecież obie to 100% kobiety. Tak czy siak, po wygnaniu nas z lasu ruszyliśmy do…lasu, tylko od drugiej strony, żeby owy las, z którego nas wygoniono, posprzątać.

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-6Będąc zmuszonymi jechać naokoło, na CITO dotarliśmy nieco spóźnieni. Parking będący w pobliżu miejsca docelowego był cały zapełniony keszowozami, a po pobliskich zaroślach przemykali poszukujący śmieci ludzie w gumowych rękawiczkach. Nie chcąc tracić ani jednej cennej minuty wzięliśmy od napotkanego przy parkingu k-6 worki i rękawiczki, po czym ruszyliśmy w głąb lasu na śmieciowe polowanie. Wydawać by się mogło, że jacy myśliwi, taka zdobycz. Efekty naszego kilkuminutowego szwendania się po lesie były dość mizerne, o ile w ogóle można mówić o jakichkolwiek efektach. Osobiście zrzucałem to na karb tego, że cała reszta sprzątaczy była tak sprawna i efektywna, że po prostu wysprzątali wszystko przed naszym przyjazdem. Po relatywnie krótkim czasie zaczęliśmy, nie wiedzieć czemu, oddalać się od głównego rejonu sprzątania, którym był leśny staw. Z całą pewnością nie miał z tym żadnego związku kesz, w stronę którego szliśmy szukając przy okazji śmieci. Z resztą, 300-400 metrów bliżej lub dalej, któż by to zauważył? Tak czy siak, pierwsze co na borkowickim CITO sprzątnęliśmy, to właśnie niewielkich rozmiarów kesz i… Dość sporych gabarytów opona pozostawiona nieopodal skrzynki. Rozmiary gumy były na tyle imponujące, że stanęliśmy na chwilę w milczeniu, po czym padło pytanie, które paść musiało…
– Bierzemy?

keszomaniacy-na-szlaku-drwala-maniacy-w-borkowickich-lasach-1-8Podczas, gdy jedni pytali, a drudzy myśleli to trzeci, w postaci MasterMrozia, wzięli sprawy w swoje ręce. MasterMrozio, niczym ciężarowiec na zawodach w rwaniu sztangi, wyciągnął zalegającą kilka ładnych centymetrów w ziemi oponę jednym, pewnym ruchem. Do pełnej punktacji brakło tylko wyniesienia nad głowę, ale i tak byliśmy pod wrażeniem zarówno siły jak i techniki. Wyjęta opona, nie dość że była ciężka, to jeszcze niezbyt poręczna, toteż nieśliśmy ją wspólnymi siłami…

Około 50 metrów dalej…

– Przecież niemożliwe, żeby guma tyle ważyła! – myślę sobie czując coraz częstsze skurcze mięśni. Po minach reszty widziałem, że mają podobne przemyślenia, ale jak to w stuprocentowo męskim towarzystwie bywa, nikt się przyznać nie chciał, że to cholerstwo mało ręki mu nie urwie. W końcu ze strony nieniosącej Szarotki padła długo wyczekiwana przez wszystkich niosących propozycja – Może wysypiemy z tej opony trochę ziemi? – propozycja nie do odrzucenia, bo coraz częstsza zmiana ręki powoli przestawała przynosić efekty, a od punktu zbiórki dzieliła nas dość spora odległość (w końcu to było „któż by to zauważył” 300-400 metrów). Nie od razu, a kilka metrów dalej (należało odpowiednio podkreślić fakt, że na kim jak na kim, ale na nas te kilka kilo więcej wrażenia nie robi) przystanęliśmy i wysypaliśmy ze środka ok. 2-3 kilo mokrej ziemi. Cóż za ulga!

Czego by nie powiedzieć, wysiłek się opłacił. Dochodząc do miejsca zbiórki odpadów czułem się jak Jan III Sobieski pod Wiedniem. Na widok nas i naszej zdobyczy pozostali keszerzy zaczęli klaskać i składać nam gratulacje, którym nie było końca. I pomimo tego, że przyjechaliśmy w ostatnim momencie, udało nam się wyzwolić borkowicki las od gigantycznej, gnijącej w samym jego sercu opony. Dzięki zgranej ekipie nasz pierwszy event CITO zakończył się całkowitym sukcesem. A po dobrze wykonanej pracy należy się porządny relaks i obiad, który w postaci kiełbasek i ogniska czekał już w samym centrum Borkowic. Nadszedł czas na spotkanie u drwala…

autor Keszomaniacy

Tags: Borkowice, CITO, Dolina Grzybowska, event, GeoArt, geocaching, piętaszek, podróże piętaszka, serie skrytek, skrytki, skrzynki, Szlak Drwala, szukanie skarbów, trail, Wioska Drewna

Komentarze (1)
  • CopernicusHigh   /   Październik 11, 2016., 6:12 pmReply

    Piętaszku! Dziewczyny na takich nie lecą! Nie wiem jak broda, ale koszula flanelowa i siekiera być musi :) PS No, nareszcie!

Dodaj komentarz

loading
×
%d bloggers like this: