decoration decoration decoration
decoration
leaf leaf leaf leaf leaf
decoration decoration

Mariaż z keszowaniem w tle, cz. 3 – Przystanek Jasło

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 3 - 1

Po prawie godzinnej podróży dojechaliśmy do Jasła. Niewielkie, liczące ponad 30 tysięcy mieszkańców miasto sprawiało wrażenie opustoszałego. Chodniki świeciły pustkami, gdzieniegdzie tylko przemknął jakiś samochód przerywając na krótki moment panującą ciszę. Do umówionego spotkania mieliśmy ponad godzinę czasu, więc po zaparkowaniu auta podjęliśmy próbę znalezienia dwóch skrzynek. Pech, który przyczepił się do nas w Tarnowie, wciąż nie chciał odpuścić. Pierwszej skrytki nie było fizycznie na miejscu (oczywiście sprawdziliśmy wpisy poprzedników po nieudanej próbie znalezienia), a drugiej nie mogliśmy podjąć, ponieważ znajdowała się przy kościele, a wiadomym jest, że jak chcemy podejmować kesza przy kościele to jest to najlepszy czas na wyjście z niego procesji. Przy okazji wyjaśniło się, skąd takie pustki na ulicach. Nie chcąc wzbudzać wśród wiernych niepotrzebnej sensacji odpuściliśmy poszukiwania i udaliśmy się do pizzerii, w której miał się odbyć event. Po niedługim czasie dołączyła do nas matasu, a chwilę po niej pojawiła się reszta jakże wesołej ferajny. Na spotkanie z nami, oprócz matasu, przybyli także: bartolomeuszRJS wraz z paolą_wolf i pjurysem44, którzy organizowali wspomniany wcześniej event „Akcja Jasło”, TOFIK05Z, duszan68, Fleeker oraz grabson, a z każdym z wymienionych przybyła duża dawka humoru i keszerskich opowieści…

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 3 - 2– Chcieliśmy z kolegą założyć kesza przy takim starym kościele – opowiada pjurys44 – tylko był problem, bo trzeba było przywiercić do drzewa tak, żeby nie wzbudzić podejrzeń. Kolega chciał wieczorem, ale mówię mu, że odpada bo będziemy na siebie zwracać uwagę. Postanowiliśmy iść na pewniaka w dzień. Podeszliśmy do drzewa i wiercimy, a tu nagle słyszymy…
– A panowie co tu robią?! – pyta podejrzliwie zakonnica, która nie wiedzieć kiedy i jak pojawiła się za naszymi plecami.
– Yyyy…eeeee…yyyy… Drzewo naprawiamy! – odpowiedzieliśmy chórem.

Event oczywiście nie mógł odbyć się bez wypełnienia formalności – dokonania wpisu w logbooku oraz mniej formalnych i o wiele przyjemniejszych rzeczy, takich jak wymiana drewniaczkami i pokazy posiadanych coinów…
– Nam się raz zdarzyło szukać kesza przy kapliczce w jednej z podkrakowskich wsi – opowiadam przypominając sobie dość zabawną sytuację – szukamy nieśmiało, bo patrzy się na nas jakiś gość z domu, który jest naprzeciwko. Ja sprawdziłem przydrożne drzewa, Szarotka okolice samej kapliczki, jednak raczej powierzchownie, żeby nic nie uszkodzić. Kesza wciąż nie mieliśmy, a chłop ewidentnie podejrzliwy. Mówię do Szarotki, że trzeba odpuścić, bo zaraz będzie draka, że kapliczkę chcemy zniszczyć. Ze zwieszonymi głowami zaczęliśmy iść w stronę samochodu, na co obserwujący nas gospodarz zaczął żwawym krokiem iść w naszą stronę. Weźmie nas na widły, jak Boga kocham – pomyślałem. Im szybciej zbliżał się do płota, tym szybciej szliśmy do auta. Nagle wyleciał zza bramy i drze się oburzony…
– Coście! Nie znaleźli?! Przecież tu jest! – i biegnie do kapliczki, żeby pokazać miejsce ukrycia – trzeba kilka kamieni przerzucić! – krzyczy miotając jednocześnie leżącymi przy kapliczce kamieniami (które de facto były elementem wystroju kapliczki) – ooo! Jest! – triumfalnie się prostuje z nieskrywaną radością, podnosząc pojemniczek z logbookiem.

Zaplanowane na godzinę spotkanie przedłużyło się prawie do zamknięcia lokalu. Niestety musieliśmy opuścić naszych gości wcześniej, z obawy przed reakcją gospodarzy, u których mieliśmy zarezerwowany nocleg na późną porę naszego przyjazdu. Na odchodne rozdaliśmy resztę muffinek, po czym się pożegnaliśmy (z opcją umówienia na następny dzień i wspólnego keszowania) i ruszyliśmy w stronę naszej bazy wypadowej, która mieściła się we wsi o wdzięcznej nazwie Pielgrzymka.

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 3 - 3Jeżeli ktoś nie miał do czynienia z prawdziwą polską gościnnością, ten widocznie nigdy nie był na Podkarpaciu. A Ci, którzy uważają że należy ona do dawno minionych czasów, powinni się tam koniecznie wybrać. Nasi gospodarze, pomimo późnej pory (było już grubo po 23:00) przywitali nas ze szczerą radością, niemal chlebem i solą oferując również poczęstunek. Jak w domu!

Jasło to stare – młode miasto, które urzekło nas ludźmi, swoją historią oraz małomiasteczkową atmosferą. I tak jak w Tarnowie, tak też w Jaśle, wiele miejsc pozostałoby przez nas nieodkytych i wiele opowieści przemilczanych, gdyby nie poszukiwanie skrytek i ludzie dzielący naszą pasję. Początki Jasła sięgają XII-XIII wieku, ale dopiero w wieku XIV król Kazimierz Wielki nadał miastu w kwietniu 1365 roku prawa miejskie, co czyni Jasło miastem starym. Przez kilka wieków Jasło, tak jak Rzeczpospolita, przeżywało okresy wzlotów i upadków, z których najtragiczniejszy miał miejsce w XX wieku, w trakcie II wojny światowej. W 1944 roku, po wysiedleniu mieszkańców Niemcy rozpoczęli systematyczną i zaplanowaną akcję rabowania i niszczenia miasta, w wyniku której 97% (!) budynków zostało wysadzonych w powietrze. Miasto ucierpiało prawdopodobnie bardziej niż Warszawa, co było dla nas dużym zaskoczeniem. Pomimo ogromu zniszczeń mieszkańcom udało się przezwyciężyć wojenną traumę i odbudować ze zgliszcz swoją małą ojczyznę, co czyni Jasło miastem nowym. Na swoiste odświeżenie miasta wpłynęły również inwestycje poczynione po powodzi w 2010 roku, w trakcie której ucierpiało ponad 30% jego powierzchni. Nowoczesność przeplatana miejscami pamięci wzbogaconymi o opowieści naszych przewodników sprawiły, że spacer po Jaśle był dla nas niczym podróż wehikułem czasu – przeżyciem i doświadczeniem zapadającym w pamięć.

Zanim wzięliśmy się za poszukiwania zadzwonił do mnie przyszły pan młody, który chciał wiedzieć czy się już zakwaterowaliśmy. Od słowa do słowa okazało się, że jest w pobliżu, toteż postanowiliśmy się spotkać…
– Słuchaj – mówię mając na uwadze nasze keszerskie plany i słabe osiągnięcia w ich realizacji – nie dałbyś rady tego wesela przełożyć choć o jeden dzień? Mamy tu coś do zrobienia i szczerze mówiąc, to ten Twój ślub nijak nam nie pasuje.
– Co Wyście znowu wymyślili? – pyta zdezorientowany Mugol Młody.
– Idziemy skrytek szukać – odpowiadam zgodnie z prawdą. Coś mu kiedyś o geocachingu wspominałem, ale niewiele z tego wyniósł.
– Żebyście mi (cenzura) w trakcie ślubu na ołtarz nie weszli i nie szperali w tabernakulum za jakąś skrytką!!! – „rozjuszył” się Młody, a my oddaliśmy się radzi z podburzenia starego znajomego…

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 3 - 4Jasielskie keszobranie rozpoczęliśmy od rynku, gdzie po niedługim czasie dołączyła do nas paola_wolf, która przerwała naszą złą passę na dobre. Nawet telefony, które zaczęły tą samą skrytkę pokazywać w innym miejscu, nie stanowiły już dla nas problemu.

Wraz z naszą przewodniczką udaliśmy się po skrytki do najstarszego kościoła rzymskokatolickiego w Jaśle (FARA), o którym pierwsze wzmianki pochodzą z XV wieku, odwiedziliśmy jasielski cmentarz, z niewielką pomocą udało nam się również podjąć skrytkę przy kościele św. Stanisława, gdzie dzień wcześniej nasze poszukiwania przerwała wychodząca z niego procesja. Po obiektach sakralnych przyszedł czas na obiekty rekreacyjne i „pamiątki” wojenne.

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 3 - 6Niewątpliwym urokiem małych miast jest to, że można je dość dobrze poznać w krótkim czasie (a przynajmniej zobaczyć sporą ich część). Zwłaszcza jeśli poznaje się je przy pomocy telefonu z GPS, studiując ciekawe opisy skrytek i będąc w towarzystwie miejscowej keszerki. Paola zaprowadziła nas do miejskiego parku, gdzie czekała na znalezienie skrytka ukryta nieopodal amfiteatru

– Macaj! Macaj! – krzyczy Szarotka, która z zapałem godnym pochwały zaczęła obmacywać obiekt, na który wskazywała podpowiedź – Ej! To chyba nie tu! – krzyczy po chwili nie zaprzestając palpacyjnego badania terenu. Pchnięty przeczuciem stwierdziłem, że nie palce, a oczy będą naszą bronią. Wysilając mięśnie i wyostrzając wzrok udało mi się dostrzec kesza, którego w tej samej chwili obmacywała Szarotka. I w tym miejscu należy się zasłużona pochwała dla autorki za pomysł maskowania i jego wykonanie.

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 3 - 5Plenerowe centrum rozrywki i rekreacji zrobiło na nas naprawdę duże wrażenie. Siłownia na świeżym powietrzu, alejki, nowoczesne boiska, place zabaw, skatepark i amfiteatr wyzwoliły w nas dziecięce emocje (tym bardziej, że jesteśmy wyczuleni na punkcie tego typu rozrywki). Gdybyśmy tylko mieli odpowiedni strój i troszkę więcej czasu, na pewno nasza sprawność fizyczna podskoczyła by do góry po kilku godzinach szaleństw. Niestety, skończyło się tylko na zjeździe po linie i wiszeniu na drabinkach (nie ostatni raz dały o sobie znać nasze małpie geny). Radość Szarotki z udanego zjazdu – bezcenna.

Z parku udaliśmy się po kesza przedstawiającego kamienicę, która stanowiła niemieckie stanowisko obrony w trakcie sowieckiej ofensywy w 1945 roku. Do dziś na ścianach budynku widać „blizny” zostawione przez ponad siedmiomilimetrowe pociski wypluwane z karabinów nacierających żołnierzy armii czerwonej. Z całą pewnością historia tego miejsca pozostałaby dla nas nieznana, gdyby nie geocaching i poszukiwanie ukrytych skarbów. Swoją drogą, kesz przy kamienicy zamaskowany został w sposób zasługujący na pochwałę. Dzięki podpowiedzi w opisie szybko wpadł w nasze ręce, jednak bez niej znalezienie zajęło by nam pewnie dużo więcej czasu.

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 3 - 7Ciekawe miejsca (a takim niewątpliwie jest Jasło) nierozerwalnie łączą się z ciekawymi ludźmi. W tym niepozornym mieście Ignacy Łukasiewicz spędził kilka lat swojego życia, tutaj Krzysztof Kamil Baczyński został odrzucony przez swoją wielką miłość, tutaj na świat przyszedł legendarny major Henryk Dobrzański ps. „Hubal”. Po krótkim odpoczynku w przyrynkowej cukierni dołączył do nas bartolomeuszRJS i w czwórkę udaliśmy się na dalsze poszukiwania, połączone z krótką lekcją historii i jasielskimi ciekawostkami.

W trakcie wędrówki zobaczyliśmy m.in. miejsce, w którym stał dom zasłużonej w czasie II wojny rodziny Madejewskich. Madejewscy prowadzili kwaterę i punkt łączności dla polskich żołnierzy przekraczających „zieloną granicę” w drodze do Francji. Głowa rodziny – Ludwik Madejewski – zajmował się również zbieraniem informacji wywiadowczych dotyczących przemysłu naftowego dla Armii Krajowej. Po aresztowaniu Madejewskich przez Gestapo szykowano akcję mającą na celu ich odbicie, jednak nie doszła ona do skutku i cała rodzina za swoją konspiracyjną działalność została zamordowana przez Niemców. Dzisiaj ich zaangażowanie w walkę z najeźdźcą upamiętnia tablica na jednej z kamienic oraz jedna z ulic nazwana od ich nazwiska. Za swoich patronów obrał ich także jasielski Hufiec ZHP. Od niemal roku, o losach bohaterskiej rodziny opowiada również opis skrzynki założonej ku ich pamięci przez Bartolomeusza. Droga prowadziła nas dalej, gdzie czekały kolejne miejsca do poznania i historie do usłyszenia…

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 3 - 8Działalność Gestapo w Jaśle swoje najkrwawsze żniwo zbierała w dużym i dobrze strzeżonym więzieniu znajdującym się w dawnej Bursie Jasielskiej (budynek obecnie znajduje się przy ul. Za Bursą). Tutaj przetrzymywano, torturowano i przesłuchiwano więźniów podejrzanych o działalność konspiracyjną na rzecz Armii Krajowej. Z tym też budynkiem wiążą się dwie ciekawe historie, o których przeczytaliśmy w opisach skrzynek, a które wzbogacili nam swoją opowieścią Bartolomeusz i Paola w trakcie spaceru. Wspomniana rodzina Madejewskich zaangażowana była w przygotowanie akcji „Pensjonat”, mającej na celu uwolnienie członków ruchu oporu z jasielskiego więzienia. Madejewscy udostępnili swój dom na kwaterę zespołowi dywersyjnemu mającemu przeprowadzić operację, a sama akcja przeprowadzona pod dowództwem Zenona Soboty, zakończyła się sukcesem. W wyniku akcji „Pensjonat” na wolność wydostało się ponad 130 więźniów. Wydarzeniami w jasielskim więzieniu zainteresował się sam Hans Frank, a swoje posady stracili szef Gestapo oraz naczelnik placówki. Drugą ciekawą historią związaną z gestapowskim więzieniem jest ucieczka pełniącego do chwili aresztowania funkcję dowódcy placówki miasta Jasła ppor. AK Stanisława Wachowskiego ps. „Jurand”. Męczony w więzieniu „Jurand”, pomimo tego, że połamano mu ręce i żebra, odbito nerki i obwiązywano jego kończyny drutem kolczastym, nie wydał nikogo z towarzyszy. Nie dość, że wytrzymał tortury, to jeszcze udało mu się wykorzystać okazję i uciec z katowni. Ponoć w ucieczce pomogła mu figurka Matki Boskiej, która wskazała Jurandowi kierunek ucieczki, a która po dziś dzień stoi w tym samym miejscu, być może czekając na kolejnego zagubionego człowieka.

Chichotem historii jest to, że byłe niemieckie więzienie, obecnie pełni funkcję Oddziału Psychiatrycznego Szpitala Specjalistycznego w Jaśle. O przeszłości tej placówki przypomina dziś krzyż na drzwiach wejściowych do pomieszczenia, gdzie torturowano więźniów, a także złowroga atmosfera bijąca od ponurego budynku. Znając przeszłość tego miejsca spacer po jego okolicy nabiera innego, nieco bardziej metafizycznego wymiaru.

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 3 - 9Ostatni keszerski przystanek tego dnia był jednocześnie największą niespodzianką. Trafiliśmy do nieco oddalonego od centrum miasta Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Obiekt, a w zasadzie kompleks obiektów zrobił, na nas niemałe wrażenie. Hale sportowe, baseny kryte i otwarte oraz boisko piłkarskie prezentowały się w sposób, którego pozazdrościć by mogło niejedno większe od Jasła miasto. Szczerze i bardzo pozytywnie zaskoczyła nas tak duża ilość miejsc przeznaczonych do aktywnego spędzania wolnego czasu w tym niespełna 40 tysięcznym mieście. Wisienką na rekreacyjnym torcie był park linowy, który ku naszemu zdziwieniu dostępny jest za darmo po wcześniejszym, również darmowym, przeszkoleniu przez instruktora. Wejście do parku było ostatecznym potwierdzeniem prawdziwości teorii ewolucji. Małpa, która ostała się gdzieś w piętaszkowych genach dała o sobie znać nieodpartą pokusą wejścia na najbliższy tor, choćby bez zabezpieczenia. Niestety późna pora naszego przyjścia i zbliżająca się godzina zamknięcia obiektu sprawiły, że starczyło nam czasu tylko na znalezienie i podjęcie kesza ukrytego na terenie parku. Widok rozciągniętych między drzewami lin sprawił, że nawet zaczęły rodzić się pomysły przyjścia następnego dnia, tuż przed ślubem i przejścia którejś z tras, jednak Szarotka bardzo szybko i jeszcze bardziej skutecznie wybiła mi te pomysły z głowy, a ja przysiągłem sobie, że jeszcze tu wrócę! Tymczasem nasz spacer dobiegał końca, a jego uwieńczeniem było wspólne pójście do kawiarnianego ogródka na miejskim rynku.

Po powrocie do naszej kwatery w Pielgrzymce zostaliśmy nakarmieni pysznym, domowym jedzeniem, a nasze myśli powoli zaczęły wędrować do mającego się odbyć następnego dnia ślubu. To był bardzo, bardzo udany dzień.

O jasielskich keszach słów kilka.

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 3 - 10Sporo pracy, pomysłowości i zaangażowania musieli włożyć w przygotowanie skrzynek w Jaśle ich autorzy. Wśród założycieli keszy prym wiodą: bartolomeuszRJS, paola_wolf, matasu oraz pjurys44, których mieliśmy okazję poznać osobiście. To co nas zaskoczyło to fakt, że bardzo dużo skrytek założonych jest za wiedzą i zgodą administratorów budynków czy zarządców terenów, przy których kesze są ukryte. Może to zasmucić miłośników mocnych wrażeń, jednak niewątpliwie daje większy komfort w trakcie poszukiwań, choćby poprzez fakt, że nie trzeba przejmować się monitoringiem terenu i potencjalną reakcją ochrony (patrz kazus tarnowskiego dworca autobusowego). Momentami można odnieść wrażenie, że w geocaching zaangażowane są wszystkie jasielskie placówki publiczne (z Urzędem Gminy na czele), co do tej pory jest dla nas ewenementem. Odbyty niemal miesiąc przed naszym przyjazdem event „Akcja Jasło” poskutkował sporą liczbą przedmiotów podróżnych (w tym nawet z Australii!) w skrytkach, które chętnie wpisaliśmy jako „discovered”.

Dopiero zaczęliśmy odkrywać keszerską naturę południowo – wschodniej Polski i nie mamy porównania do innych miast w tym regionie, jednak jesteśmy przekonani, że jasielska brać keszerska wraz ze swoimi możliwościami, pomysłami i zaangażowaniem ma potencjał do sprawienia, by Jasło stało się geocachingową stolicą Podkarpacia.

Weselne wspominki.

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 3 - 111) Dzień, w którym ma się możliwość podjęcia kesza, jaki by on nie był, jest dniem radości, zabawy i pozytywnych myśli (chyba, że pomimo próby kesz się nie znajdzie). Jednym słowem jest to dzień świąteczny. Ostatniego kesza w Jaśle podjęliśmy w Parku Miejskim tuż przed mszą w stroju adekwatnym do okazji, czyli do keszowania, bo na ślub byśmy się tak nie stroili. 🙂

2) Po wyjściu z kościoła, zgodnie z tradycją, para młoda została obrzucona na szczęście miedziakami…
– Zbieraj piątki! Zbieraj piątki! – krzyczy Pan Młody do żony, starannie wybierając większe nominały z leżących monet.

3) Nie wiemy jak, nie wiemy skąd, ale na weselu pojawił się obywatel Francji, którego roboczo nazwaliśmy Jean Pierre. Delikatny, francuski żołądek dosyć szybko zaczął kapitulować w starciu z tradycyjnym polskim, weselnym stołem i podanymi na nim: obiadem, ciastami, owocami, lodami, sałatkami, alkoholem i innymi polskimi rarytasami. Francuska natura spowodowała, że jegomość coraz częściej odchodził od stołu, co zostało szybko zauważone przez resztę biesiadników. Francuska tradycja ucieczki tym razem nie była możliwa (Francuz zamierza poślubić Polkę) toteż musiał stawić czoła życiu… Kiedy ostatni raz widzieliśmy przybysza, wlewano w niego spore ilości swojskiej wódeczki, a jego wzrok wskazywał na mentalną podróż do św. Piotra. Czasem zastanawiamy się czy i jak Jean Pierre przeżył to zderzenie kultur. Dla świętego spokoju i czystego sumienia wolimy jednak nie pytać. 🙂


Zdjęcia ostrzelanej kamienicy pochodzą z opisu skrytki i są umieszczone za zgodą i wiedzą autora (za co serdecznie dziękujemy).

autor Keszomaniacy

Dodaj komentarz

loading
×
%d bloggers like this: