decoration decoration decoration
decoration
leaf leaf leaf leaf leaf
decoration decoration

Mariaż z keszowaniem w tle, cz. 2 – Przystanek Tarnów

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 2 - 1

Tak oto wybiła godzina naszej weselno- keszerskiej podróży. Po śniadaniu zaczęliśmy się pakować i powoli znosić rzeczy do auta (oczywiście Sokrates został, żeby pilnować mieszkania i był pod dobrą opieką). Ilość bagaży wskazywała na dłuższy, niż tylko na dwa dni wyjazd… Prezent dla pary młodej, torba z ciuchami, całe pudło z ekwipunkiem keszerskim, oprócz tego jakiś prowiant na drogę. Z trudem to wszystko weszło do bagażnika, ale udało się! Możemy ruszać. Witaj przygodo!

Ledwo wsiedliśmy do auta, a już wszelkie znaki na niebie i ziemi zaczęły wskazywać, że wyjazd może nie być usłany różami. Zaczęło się od awarii strony geocaching.com, która za nic nie chciała wyświetlić mapy skrytek, co stawiało pod dużym znakiem zapytania keszerski aspekt naszej wyprawy. Uratowała nas aplikacja w telefonie Szarotki, która z trudem, ale jednak coś pokazywała. Na domiar złego w momencie włożenia kluczyka w stacyjkę na szybie zaczęły pojawiać się pierwsze krople deszczu, ale pomimo to nie traciliśmy ducha. Keszowóz zawarczał rwąc się do drogi, radio zaczęło grać wesoło, a Szarotka już szperała w reklamówce z jedzeniem w poszukiwaniu łakoci. Ruszyliśmy…

Po kilku metrach po osiedlu poniósł się pisk opon.
– Nie wziąłem garnituru! – krzyczę do Szarotki, do której po chwili dotarł sens moich słów, a im bardziej sens docierał, tym większe Szarotka robiła oczy – a ja nie wzięłam sukienki! – odkrzykuje po chwili. Przed oczami stanął mi Maciek – sprzedawca garniturów…

– A taki piękny chłopak byłeś w moim stroju! – mówi zjawa – Jak malowany! I co? Wszystko na nic! Rzucam tę robotę! – krzyczy z wyrzutem po czym zalewa się łzami. Maciek! Nieee! – odkrzykuję, po czym wysiadam i biegnę ile sił po nasze wyjściowe ciuchy. Do dziś mam ciarki na myśl, że mogliśmy wyjechać bez nich.

Podróż minęła bez większych atrakcji. Podczas krótkiego postoju udało nam się odnaleźć kesza w Miejscu Obsługi Podróżnych – MOP A4 Stanisławice, po którym już bez przystanków dojechaliśmy do Tarnowa. Oczywiście przed zaplanowanym eventem chcieliśmy trochę poszperać po mieście i znaleźć kilka schowajek.

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 2 - 2Początki Tarnowa sięgają XII wieku, w którym benedyktyni na terenach dawnej słowiańskiej osady przygrodowej założyli wieś Tarnów Mały (obecnie Tarnowiec). Dwa wieki później, na terenie wsi rycerskiej powstało miasto Tarnów, lokowane przez Spycimira herbu Leliwa, które w 1330 roku uzyskało prawa miejskie pozostając miastem prywatnym (prawdopodobnie było największym miastem w Królestwie Polskim należącym do rodziny możnowładczej, aż do powstania Zamościa). Na przestrzeni wieków miasto borykało się z najeźdźcami (wojskami szwedzkimi, rosyjskimi oraz stacjonującymi w Tarnowie ponad 140 lat oddziałami austriackimi), trawiącymi drewnianą zabudowę miasta pożarami czy epidemiami chorób (najtragiczniejsza w skutkach zaraza dżumy, tyfusu i czarnej ospy nawiedziła miasto w 1652 roku uśmiercając ok. 1500 z 1700 mieszkańców), jednak pomimo tego wciąż odradzało się na nowo pełniąc istotną rolę w regionie…

W towarzystwie burzowych chmur przekroczyliśmy granicę miasta i skierowaliśmy się w stronę dworca kolejowego, skąd chcieliśmy zacząć poszukiwania. Oczywiście ściągnięcie scenariusza WIGO, który chcieliśmy przejść okazało się niemożliwe, toteż ruszyliśmy po znajdujące się w okolicy skrytki tradycyjne i multi.

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 2 - 3Nasze skrytkobranie od początku nie szło tak, jak to sobie zaplanowaliśmy. Nie dość, że pogoda cały czas groziła nagłą ulewą to jeszcze miejscowi mugole rzucali nam kłody pod nogi…
– Przepraszam bardzo – zaczepia nas ochroniarz dworca autobusowego tonem wskazującym na chęć zwady – a dlaczego pan robi zdjęcia dworca? – pyta patrząc na mnie podejrzliwie.
– A na pamiątkę – odpowiadam i sam się zaczynam nad tym zastanawiać, bo ani ten dworzec ładny, ani ciekawy.
– Mój pracodawca sobie nie życzy, żeby ktoś robił zdjęcia – mówi ochroniarz, a jego wzrok sugeruje, że mamy do czynienia z twardym zawodnikiem.
– A jak przejdę na drugą stronę ulicy i zrobię zdjęcie to będzie mnie pan gonił? – pytam z czystej ciekawości.
– No nie, ale pracodawca sobie nie życzy, a siedzi w środku – stara się trzymać fason.
– A pracodawca pisał już do Google z prośbą o usunięcie zdjęć dworca z usługi Street View? – drążę temat, bo pierwszy raz się z czymś takim spotkałem. Niestety nie doczekałem się odpowiedzi. Ochroniarz schował się w budynku dworca nic więcej nie mówiąc. Zerkał tylko w naszą stronę, niczym Szpieg z Krainy Deszczowców, zza szklanych drzwi sprawiając, że obliczenie współrzędnych i podjęcie kesza „Most III” odłożyliśmy na później. W ramach odwetu zamieszczam zrobione „nielegalnie” zdjęcie tarnowskiego dworca autobusowego. Na pohybel pracodawcy ochroniarza! Kimkolwiek by on nie był!

Po wkroczeniu do miasta Austriaków w 1772 roku Tarnów, będąc odciętym od Królestwa Polskiego, stał się stolicą okręgu w obwodzie pilzneńskim. Dziesięć lat później miasto zaczynało się zmieniać na modlę austriacką, za sprawą cesarza Józefa II (Tarnów ustanowiono siedzibą cyrkułu, a w późniejszym czasie stolicą biskupstwa obejmującego całą część diecezji krakowskiej). W 1787 roku w Tarnowie ulokowano Sąd Szlachecki prowadzący sprawy duchowieństwa i szlachty dla siedmiu obwodów Królestwa Galicji i Lodomerii. W okresie powstania listopadowego (1830) mieszkańcy wspierali walczących o niepodległość w Królestwie Polskim, a po jego upadku udzielali pomocy uciekinierom, którym udało się dotrzeć do miasta. Ponad 30 lat później w Tarnowie sformowano „Kompanię strzelców tarnowskich”, która wsparła zakończone porażką powstanie styczniowe. Niepodległościowe zaangażowanie tarnowian zostało ukoronowane ponad pięć dekad później, kiedy to po wojennej zawierusze w nocy z 30 na 31 października 1918 roku polscy żołnierze i harcerze rozbroili stacjonujących w Tarnowie Austriaków, stając się pierwszym wolnym od sił zbrojnych zaborcy polskim miastem…

– Te literki trzeba zmierzyć, a nie mamy linijki – mówi Szarotka patrząc na opis multi-kesza na Plantach Jakubowskiego. Staliśmy nad tablicą upamiętniającą 10- tą rocznicę odrodzenia Polski, o której ponoć sami mieszkańcy nie za bardzo pamiętają. Pamiętał za to mpark, który postanowił założyć związanego z nią kesza. Pierwotnie przy tablicy zasadzony był Dąb, jednak obecnie pozostał po nim tylko pień. Czyżby metafora tego, co z odrodzenia zostało?

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 2 - 4Wracając do naszego problemu z linijką, to żal było odpuszczać kesza z tak błachego powodu. Przecież nie po to człowiek uczył się przez te kilkanaście lat, żeby nic z tego nie wynieść. A oprócz mniej przydatnej wiedzy, wyniósł również tą, bez której żyć jest ciężko, np. znajomość faktu, że dwie kratki w zeszycie to jeden centymetr. Ha! A kartkę w kratkę już mieliśmy! Dzięki temu udało nam się zmierzyć co trzeba i w efekcie kesz wpadł w nasze ręce (oczywiście za drugim podejściem, bo za pierwszym byliśmy pod czujną obserwacją robotników pracujących w pobliżu).

Dalej udaliśmy się do browaru Sanguszków i na ulicę Urszulańską, gdzie mieściła się siedziba niemieckiej Policji, a nad naszymi głowami gęstniały czarne chmury…

Po wycofaniu się wojsk polskich i wcześniejszych bombardowaniach miasta przez Luftwaffe, 7 września 1939 roku do Tarnowa wkroczyli Niemcy, niosąc ze sobą terror, głód i cierpienie. Pojmanych jeńców wywieziono do Rzeszy, Żydom nakazano nosić opaski z gwiazdą Dawida, wprowadzono reglamentację żywności i rozpoczęto masowe łapanki i egzekucje. Porządkiem i szerzeniem terroru wśród podbitej ludności zajmowało się słynące ze swojej gorliwości Gestapo oraz Policja Kryminalna „Kripo”. W styczniu 1940 roku przy ul. Urszulańskiej 18-20 utworzono siedzibę
niemieckich organów bezpieczeństwa, piwnice i mieszkania przerobiono na cele i pokoje przesłuchań, w których zamęczono setki osób (dokładne dane nie są znane). Nieco ponad rok później w Tarnowie utworzono Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 2 - 5getto, do którego spędzono Żydów zamieszkujących miasto oraz podtarnowskie wsie. W połowie 1942 roku Niemcy wraz z Ukraińcami rozpoczęli akcję „przesiedlania” mieszkańców getta przy pomocy gazu oraz ostrej amunicji. Pomimo aktywności Gestapo żołnierzom AK udało się przechować, na terenie dzisiejszego dworca autobusowego, i przekazać aliantom części rakiety V-2 wraz z dokumentacją techniczną (akcja „Most III”), co pozwoliło Anglikom na przygotowanie obrony przed niemieckimi bombardowaniami. W tym samym czasie tarnowskie podziemie szykowało się do walki z Niemcami w ramach akcji „Burza”…

Ruiny browaru Sanguszków robią bardzo ponure wrażenie, które dodatkowo potęgowała wisząca nad nami i czekająca na swoją chwilę chmura burzowa. Zniszczone tynki, gdzieniegdzie wyburzone ściany i pełno leżącego gruzu stanowiły obraz nędzy i rozpaczy. I tylko gabaryty budynku wskazywały na to, że kiedyś był to liczący się w branży zakład. Ostatnie wpisy sugerowały, że skrytka przy browarze zniknęła, dlatego po krótkich i bezowocnych poszukiwaniach udaliśmy się dalej, w kierunku miejsca kaźni polskich patriotów – ulicy Urszulańskiej.

Dawne przeznaczenie tego miejsca upamiętniają tablice mówiące o męczeńskiej śmierci więzionych tu Polaków. Sama kamienica nie wyróżnia się niczym na tle sąsiadujących budynków i zapewne gdyby nie geocaching nie trafilibyśmy do tego miejsca. Szukanie kesza utrudniali pracujący na rusztowaniu po drugiej stronie ulicy robotnicy kontynuując dzieło przeszkadzania, rozpoczęte przez dworcowego ochroniarza. Nie chcąc spalić skrytki, po chwili zadumy poszliśmy dalej w nadziei na to, że może wreszcie zła passa się skończy.

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 2 - 6Czas uciekał, a pech nie chciał nas opuścić. Obok muzeum etnograficznego przy wytypowanym miejscu ukrycia trwały prace drogowe. Jak to często bywa, dwóch drogowców robiło, trzech patrzyło i to podejrzliwie. Obraliśmy więc azymut na Pana Trąbalskiego, gdzie Szarotka złapała głupawkę i liczenie finału dało nam jakieś kosmiczne wyniki. Kolejna keszerska porażka.

 

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 2 - 7Ponieważ zaplanowane przez nas spotkanie z tarnowskimi poszukiwaczami zbliżało się wielkimi krokami, toteż ruszyliśmy w stronę samochodu próbując przy okazji znaleźć mijane skrzynki. Pierwsze krople deszczu sprawiły, że przyspieszyliśmy kroku. Doszliśmy do jednej z dwóch znajdujących się w Polsce, Bramy Seklerskiej podarowanej Tarnowowi przez Węgrów w 2001 roku z okazji 170- tej rocznicy bitwy pod Ostrołęką. W bitwie zasłużył się pochodzący z Tarnowa Józef Bem, bohater Polski i Węgier, twórca pierwszych oddziałów wojsk rakietowych w wojsku polskim. Imieniem Bema oraz imieniem jego adiunkta Sandora Petofiego nazwano też ową bramę, która jest wyrazem wielowiekowej przyjaźni polsko – węgierskiej. Przy niej pech na chwilę nas opuścił i schowaną nieopodal skrytkę znaleźliśmy ciesząc się jak dzieci. Niedługo potem z wiszącej nad nami chmury zaczęło lać jak z cebra. Zupełnie tak, jakby pogoda czekała z ulewą na czas organizowanego przez nas eventu. W sam raz na spotkanie na świeżym powietrzu (a takie było pierwotnie w planach).

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 2 - 8Jednak przezorność czasem popłaca! Zakładając event zasugerowałem Szarotce podanie jakiegoś lokalu, w razie gdyby pogoda była niesprzyjająca. I teraz mogliśmy spijać owoce mojego pomysłu! A raczej ciepłą herbatę na rozgrzanie w przyrynkowym punkcie z kebabami. Siedzieliśmy ze zwieszonymi głowami i zastanawialiśmy się, kto będzie na tyle dziwny, żeby przyjść w taki deszcz na krótkie spotkanie z dwójką nieznajomych, którzy nie mieli w sumie niczego ciekawego oprócz muffinek. Szarotka zaczęła wymieniać się swoimi PWG z sir. William’sem, a ja uległem pokusie i zamówiłem kebaba. Bądź przeklęty głodzie paskudny!

Przyznaję bijąc się w pierś, że naszło nas zwątpienie i okazaliśmy się ludźmi małej wiary. Nie doceniliśmy tarnowskiej ekipy, za co przepraszamy pokornie…
– Mea (piętaszkowa) culpa, mea (Szarotkowa) culpa, mea maxima (keszomaniakowa) culpa…
Skąd jednak mieliśmy wiedzieć, że oto przyjście na spotkanie zadeklarowali organizatorzy serii eventów „Czwartkowe obiady”? Serii, która w dzień naszego przyjazdu miała swoją 54-tą (o ile dobrze pamiętam) odsłonę! Tak też, o zaproponowanej przez nas godzinie przybyła na miejsce tarnowska reprezentacja geokeszerska w składzie: masaj_, mpark, Ryży, tiomek, Tomasz.B oraz Fridek i dzień od razu zrobił się lepszy! Keszerzy okazali się być zupełnym przeciwieństwem tarnowskich mugoli, którzy przez cały dzień obdarzali nas podejrzliwymi spojrzeniami i pretensjami! Los się odmienił! W naszym eventowym logbooku zagościły pierwsze wpisy, a my poznaliśmy osobiście pierwszych, w naszej karierze, keszerów z Tarnowa. Wymieniliśmy się PWG, pokazaliśmy geocoiny, które mieliśmy z eventu w Beskidach i posłuchaliśmy kilku opowieści…

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle 2 - 9– Kolega tutaj ma już konto od 9 lat – mówi masaj_ wskazując na mparka – a wiecie jak zaczynał? – pyta z nieskrywaną radością.
– Jak? – pytam czując zabawną historię.
– Założył konto, zalogował się, zobaczył, że nic nie ma na mapie i się wylogował na kilka lat – opowiada rozbawiony masaj_ – po kilku latach wrócił i jak zobaczył, że ktoś już coś ukrył w okolicy to zaczął się bawić w szukanie.

Z żalem musieliśmy kończyć spotkanie. Chłopaki wzięli po muffince na drogę (niektórzy nawet po dwie) i rozeszliśmy się, każdy w swoją stronę. Na odchodne zostaliśmy zaproszeni na setne spotkanie w ramach „Czwartkowych obiadów”, które przypada na przyszły rok oraz na wystawę zdjęć organizowaną w lipcu przez Rome_, której niestety nie dane nam było poznać. Będąc pod bardzo pozytywnym wrażeniem radosnych keszerów z Tarnowa postanowiliśmy z Szarotką dołożyć wszelkich starań, aby pojawić się na wspomnianych wydarzeniach.

Tymczasem keszowóz z nami na pokładzie mknął już w stronę kolejnego przystanku. Miejsca zaślubin mojego kolegi oraz drugiego zaproponowanego przez nas eventu – Jasła.

autor Keszomaniacy

Dodaj komentarz

loading
×
%d bloggers like this: