decoration decoration decoration
decoration
leaf leaf leaf leaf leaf
decoration decoration

Mariaż z keszowaniem w tle, cz. 1 – Z działań frontowych opowieści

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle - cz 1. Z działań frontowych opowieści -1

Czerwiec – miesiąc wzruszeń i łez szczęścia, kroków ku przyszłości i spełnienia marzeń – początek sezonu ślubnego. Tak się składa, że jeden z moich kolegów z lat młodzieńczych postanowił zerwać z wolnością i kawalerskim, beztroskim życiem dając zakuć się w kajdany miłości… Obrączkę znaczy się. Przy okazji chciał żebym był naocznym świadkiem tego wydarzenia i wręczył mi w związku z tym zaproszenie na uroczystość. Oczywiście zaproszenie dotyczyło też Szarotki, która była wręcz zachwycona. Słowo się rzekło – przyjedziemy!

Ślub miał się odbyć w Jaśle – mieście, w którym miesiąc wcześniej organizowany był event „Akcja Jasło”, na którym niestety nie mogliśmy się pojawić, pomimo szczerych chęci. Skoro więc nadarzyła się okazja wyrwania z Krakowa i odwiedzenia Podkarpacia, to dlaczego by nie wykorzystać tego do poznania tamtejszej społeczności keszerskiej? Postanowiliśmy z Szarotką poznać nowych ludzi ze świata geocachingu, co zaowocowało zaproszeniem keszerów z mijanych miejscowości na eventowe spotkania zapoznawcze. Zaproszenia skierowaliśmy do ekipy z Tarnowa oraz wspomnianego Jasła, a dodatkową zachętę do przyjścia miały stanowić muffinki, których wypiekiem obiecała zająć się Szarotka. Koncepcja wyjazdu nabierała kształtów. Zaczęliśmy więc przygotowania na dwa fronty…

FRONT I – Nagich przyodziać

Nie lubię, nie chcę i źle się czuję w kontaktach z garniturem. Z tego też powodu w szafie miałem tylko stary garnitur z czasów matury, a i tak korzystałem wyłącznie z marynarki i tylko przy bardzo wyjątkowych okazjach (na szczęście nie było takich zbyt wiele). Niestety moje wyposażenie na wesele było stanowczo niewystarczające, a to oznaczało tylko jedno – zakupy.

– Proszę Pana, teraz na topie są garnitury typu Super Slim! Absolutnie! – mówi do mnie kobieta w sklepie z elegancką, męską odzieżą – proszę koniecznie przymierzyć ten! – podaje mi najnowszy model. Biorę, ubieram i czuję się jak w gorsecie – bardzo ciasnym gorsecie. Wychodzę, w nadziei że kobieta powie co jest źle. I w sumie powiedziała.
– Oi pan to ma za grube udo! – krzyczy głośniej niż obsługa marketu przez megafon – Kantka się na panu prostuje! – mówi ni to z niesmakiem, ni z oburzeniem, za to patrząc z wyraźną dezaprobatą.
– Wychodzimy! – mówię do Szarotki i opuszczamy razem sklep.

Przeszliśmy 10 metrów dalej, gdzie znajdował się drugi butik z podobnym asortymentem.
– Ja nie chcę! Nie każ mi! – mówię niemal ze łzami w oczach do Szarotki przed wejściem.
– No chodź! – wrzeszczy Szarotka – przecież nie będziesz wyglądał jak jakaś fleja na weselu!

Chcąc nie chcąc wszedłem. Ledwo moja stopa przekroczyła próg dopadł nas (z naciskiem na „mnie”) sprzedawca o aparycji zapewniającej miejsce na czele tęczowego marszu.
– Ratuj – szepnąłem do Szarotki, po czym zostałem wciągnięty w głąb lokalu. Bałem się jak nigdy, jednak okazało się, że nawet nie było czego…
– Ojej, zaraz wyszykujemy chłopaka tak, że będzie mógł od razu iść na bal! – krzyknął uradowany sprzedawca po tym, jak powiedzieliśmy co i na jaką okazję potrzebujemy.
– Panie! Tylko nie dawaj mi pan spodni w kantkę! – uprzedzam nauczony doświadczeniem – żadnych rurek i super slimów! – jeszcze nie skończyłem mówić, a już miałem w ręce ciuchy do mierzenia.
– Rewelacja! Rewelacja! – zachwyca się sprzedawca – fakt faktem, przynajmniej nie czułem się jak w gorsecie – do tego koloru koniecznie gołąbkowa koszula! Koniecznie! – ekscytacja Maćka (jak się okazało tak sprzedawca miał na imię) sięgała zenitu, a ja się zastanawiałem czy gołąbkowa koszula znaczy, że ma pióra czy to jeszcze o coś innego chodzi.

Po o wiele za długim, jak na mnie, czasie udało mi się kupić to po co przyszedłem. Jeszcze tylko sukienka dla Szarotki… Wiadomym jest, że okazja do zakupu sukienki nie może być zmarnowana przez żadną, ale to ŻADNĄ kobietę! A że Szarotka stuprocentową kobietą jest, to i ona nie mogła przepuścić nowej kiecki…

– Może ta? – pytam nieśmiało, bo póki co wszystkie moje propozycje były odrzucane – zwariowałeś?! Będę w niej staro wyglądać! – nie powiem, żebym się nie spodziewał podobnej odpowiedzi. A to za długa, a za krótka, zbyt luźna lub zbyt obcisła, absolutnie nie w odcieniach niebieskiego, we wszystkich innych, które znalazłem też nie. Ta za mało odsłania plecy, tamta znów za bardzo. Do tej nie ma butów, a do tamtej ma zły kolor włosów. W tej za bardzo wystaje biustonosz, tamta z kolei nie leży jak powinna. Tutaj widać, że źle zszyta, a tamtą już widziała kiedyś na innej dziewczynie, a nie chce takich jak mają inne… – jak na początku próbowałem ogarnąć wszystkie wymagania mojej partnerki, tak szybko zrezygnowałem i co tu dużo mówić, zdezerterowałem z pola walki.

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle - cz 1. Z działań frontowych opowieści -2Kraków, miasto galerii handlowych poległ w starciu z szukającą sukienki Szarotką. W związku z niezadowalającą ofertą krakowskich placówek handlowych Szarotka udała się do krawcowej. W końcu nie codziennie człowiek na weselach bywa! Jeszcze nie zdążyła przekroczyć progu pracowni, a już usłyszała:
– Pani kochana, teraz to nikt pani zamówienia nie przyjmie, bo sezon komunijny ruszył. Jak pani chce to na początku czerwca możemy dopiero zrobić przymiarki.

Yyyyyyyyyyyyyyyyeeeeeeeeeeeeeeaaaaaaaaaaaaaaa! – wrzasnęła ze wszystkich sił Szarotka. A głosowi jej odpowiadały drapieżniki zgromadzone wokół. Wycie, syk krakanie i skrzek niosły się daleko nad granicą Krakowa. A temu głosowi… Już nikt odpowiadać nie śmiał. Wszystko bowiem, co żyło na bożym świecie, struchlało w swych kryjówkach, końca świata wyglądając.*

Kiedy galeria handlowa zawodzi w odwodzie pozostają jeszcze nieśmiertelne place targowe. I właśnie jeden z takich placów skrywał w swoich budkach zadowalający moją weselną partnerkę asortyment, która dokonując trudnego wyboru uwieńczonego zakupem zamknęła pierwszy front przygotowań do wyjazdu.

FRONT II – Głodnych nakarmić

Powiedziało się A, to trzeba powiedzieć i B. Szarotka zadeklarowała przygotowanie eventowych muffinek i tuż przed wyjazdem zaczęła wywiązywać się ze swojej obietnicy. Wszak poczęstunek musi być świeży! Ja w tym czasie wycinałem kartoniki z polskimi powiedzeniami, które miały ozdabiać ciasteczka. Robota jednak nie szła tak, jak się spodziewaliśmy…

Keszomaniacy - Mariaż z keszowaniem w tle - cz 1. Z działań frontowych opowieści -3– Nic z tego nie będzie – mówi zrezygnowana Szarotka po wyjęciu z piekarnika tego, co w zamierzeniu miało być muffinkami. Co my ludziom powiemy jak przyjdą? – pyta retorycznie. Cóż mogłem powiedzieć? Widać było gołym okiem, że wyszedł zakalec, albo raczej zakalec zakalca. Zdałem się więc na ślepy los i wsadziłem rękę do sterty kartoników losując jeden, po czym dałem Szarotce jako odpowiedź. Wzięła, przeczytała i popatrzyła na mnie z politowaniem, po czym zaczęła mieszać nowe ciasto na babeczki. Z ciekawości zerknąłem co też kartonik odpowiedział. W ludowej mądrości drzemie jednak wielka siła i niedoceniana moc. Kartonik odpowiedział – „Ma się dar boży zmarnować, lepiej zjeść i odchorować”.

W środku nocy, po wyjęciu przez Szarotkę pięknych, pulchnych i zachęcających do konsumpcji muffinek zagrały nieme fanfary. Front drugi został zamknięty sukcesem.
Czas wyjazdu zbliżał się wielkimi krokami…

*W tekście wykorzystano fragment książki A. Ziemiańskiego pt. „Achaja” cz. 1.

autor Keszomaniacy

Dodaj komentarz

loading
×
%d bloggers like this: