decoration decoration decoration
decoration
leaf leaf leaf leaf leaf
decoration decoration

Interdyscyplinarna kooperacja, czyli jak keszer naukowcem został

keszomaniacy-interdyscyplinarna-kooperacja-czyli-jak-keszer-naukowcem-zostal-1

„- Móżdżku co będziemy robić dziś w nocy?
– Dokładnie to co robimy każdej Pinki – opanowywać świat!”

Nie powiem, że planujemy z Szarotką co noc opanowywać świat, ale podobne dywagacje odbywają się u nas dość często, z tym że ukierunkowane są raczej na zdobywanie świata, bez potrzeby panowania nad nim. Problem tylko w tym, że o ile w kultowej kreskówce był Pinki i Mózg, o tyle u nas brakuje Mózga. Chcąc zniwelować choć trochę ten dość istotny brak, postanowiliśmy odrobinę zmarszczyć nasze zwoje mózgowe, a z pomocą w tym ambitnym przedsięwzięciu przybył nam oczywiście geocaching. Tym razem w postaci Murazora, jego Lady, ich zespołu badawczego oraz specjalnego, naukowego eventu CITO.

     O evencie słów kilka

keszomaniacy-interdyscyplinarna-kooperacja-czyli-jak-keszer-naukowcem-zostal-2Wyimaginujcie sobie drodzy czytelnicy, że oto w oddalonych o ok. 10 kilometrów od Wieliczki Dobczycach, w których znajduje się główny zbiornik wody dla miasta Krakowa, odbyło się keszersko-naukowe wydarzenie, które odbiegało od standardowego szukania śmieci w lesie tak bardzo, że jego osobistą weryfikacją zajęła się sama geocachingowa centrala – Groundspeak. Tego dnia każdy mógł zostać naukowcem i to bynajmniej nie teoretykiem, a rzuconym na głęboką wodę (dosłownie!) praktykiem. Jak każdy to każdy, dlatego zostaliśmy i my. Czyż to nie piękny zbieg okoliczności?

Jezioro Dobczyckie zostało utworzone przez wybudowanie w 1986 roku liczącej 30 metrów wysokości zapory wodnej. Decyzja o tym przedsięwzięciu zapadła 16 lat wcześniej, w 1970 roku i wiązała się między innymi z wycięciem ok. 70 hektarów lasów oraz przeniesieniem w inne miejsce całych miejscowości z ich dobytkiem włącznie (szkołami, domami, drogami). Efektem całej inwestycji jest obecny zbiornik wodny wraz z działającą przy nim elektrownią wodną i pobierającymi wodę dla Krakowa pompami. Na tym też terenie, dzięki Murazorowi, mieli również okazję wykazać się żądni nowych przygód i doświadczeń geocacherzy.

keszomaniacy-interdyscyplinarna-kooperacja-czyli-jak-keszer-naukowcem-zostal-3Firmowany autorytetem Politechniki Krakowskiej i jej Instytutu Inżynierii i Gospodarki Wodnej Wydziału Inżynierii Środowiska event (już sama nazwa jednostki odpowiedzialnej sprawia, że conajmniej jeden zwój mózgowy delikatnie się zmarszczył), był już czwartym tego typu wydarzeniem, oraz drugim na zbiorniku Dobczyce. Tym razem, zadaniem przybyłych na wskazane współrzędne keszeronaukowców, było zweryfikowanie w terenie potencjalnych, wytypowanych na podstawie zdjęć satelitarnych mniejszych dopływów wody do zbiornika. W końcu jakby nie było, trochę ludzi tę wodę popija i warto byłoby wiedzieć, że jakiś miejscowy rolnik wylewa to i owo do źródełka, które akurat kończy swój bieg w Jeziorze Dobczyckim. Całość keszerskiego przedsięwzięcia przebiegła z iście chirurgiczną precyzją, a odbyło się to tak…

      CITO – „Badanie Jakości Wody” – przebieg badań

– Pada? – pytam Szarotki tuż po otwarciu ślepi z nadzieją, że gdyby padało, to może pojawi się delikatna sugestia od organizatora przeniesienia całej imprezy na inny, bardziej sprzyjający dzień. Gwoli wyjaśnienia, nie żebyśmy nie chcieli jechać, ale po dość ciężkim tygodniu w pracy i bardzo intensywnej sobocie (znakowanie szlaków w Iwoniczu – Zdrój), perspektywa biegania w gumowcach po chaszczach albo brodzenia w wodzie po kolana, niekoniecznie była tym, co by nas tego dnia cieszyło najbardziej. Zwłaszcza, że godzina była młoda… Stanowczo za młoda, żeby wstawać z łóżka. Czego się jednak nie robi dla nauki…

– Nie pada, ale zimno jest – odpowiada Szarotka i czuję pod skórą, że liczy na to samo co ja, z tym że oboje wiemy, że niska temperatura nie przeszkodzi w badaniach. Chcąc nie chcąc jakoś wyczołgaliśmy się spod kołdry i po jakim takim doprowadzeniu się do porządku wsiedliśmy do naszego keszowozu, po czym ruszyliśmy prosto w gęstą mgłę, która towarzyszyła nam tego dnia niemal przez cały czas.

keszomaniacy-interdyscyplinarna-kooperacja-czyli-jak-keszer-naukowcem-zostal-4Po dotarciu na miejsce zbiórki okazało się, że na miejscu czeka główny organizator Murazor i… i tyle. Lady Murazor wraz z elales i Kisią & MrDeadheadem udała się po pobliskiego letterboxa, a w międzyczasie nadeszły wieści, że co najmniej dwie ekipy, które deklarowały przyjazd jednak się nie pojawią. Frekwencję ratował będący w drodze zespół fachowców z Politechniki oraz przybyły na miejsce chwilę po nas karmati. Początkowo zanosiło się na to, że dopływów będzie więcej niż chętnych do ich sprawdzenia, jednak tuż przed wybiciem godziny „0”, na miejsce zaczęły przybywać posiłki. Z gęstej mgły wyłaniali się kolejni geonaukowcy z Krakowa i okolic. Pojawił się dadoskawina z latoroślą, dwupokoleniowy Zielony Team oraz wypatrywany przez wszystkich zaklinacz pogody bogobig. Całość ekipy badawczej uzupełniły monikejro i gabolek z zespołu fachowców, zamykając naszą drużynę w sile dziewiętnastu gotowych na naukowe przygody osób. Nadszedł czas na rozpoczęcie projektu…

Swoistą inicjację w świat wiedzy rozpoczął Murazor poprzez przypomnienie dotychczasowych edycji CITO związanych z badaniami wody oraz przybliżenie celów tegorocznego wydarzenia. Niczym rasowy sztabowiec, stojąc przed mapą terenu, objaśniał nasze położenie oraz wskazywał potencjalne dopływy do zbiornika, które mieliśmy za zadanie sprawdzić. Po nakreśleniu celów zostaliśmy podzieleni na 3 drużyny badawcze, nad którymi dowództwo objęli Murazor, Lady Murazor oraz monikejro wraz z gabolkiem. Ustalono czas operacyjny i „deadline” do zdania pobranego materiału, zostawiając na czatach pozostałych członków ekipy z Politechniki.

Drużyna, z którą mieliśmy przyjemność podjąć się wykonania zadania, dowodzona była przez monikejro i gabolka, a oprócz naszej dwójki pod ich komendę przeszedł również karmati. Dostaliśmy mapę z zaznaczonymi punktami do sprawdzenia, pojemniki i woreczki na próbki oraz uzgodniliśmy kto i jak się dostanie w „trochę trudniejszy” teren, w którym znajdowały się nasze cele. Wracając jeszcze na chwilę do pojemników na próbki… Owszem w opisie wydarzenia było napisane, żeby wziąć ze sobą „chlebak lub inną torbę na próbki”, jednak nikt nie powiedział, że zamiast takich próbek :

keszomaniacy-interdyscyplinarna-kooperacja-czyli-jak-keszer-naukowcem-zostal-9

Będziemy mieć do czynienia niemal z beczkami:

keszomaniacy-interdyscyplinarna-kooperacja-czyli-jak-keszer-naukowcem-zostal-5

W związku z tym zabrana przez nas „torba” była zdecydowanie nieadekwatna do potrzeb i gdyby te zajęcia były na zaliczenie, to moglibyśmy się pożegnać z tytułem naukowym. Na szczęście zaliczenia nie było, za to wszyscy inni mieli odpowiednio dobrany sprzęt i nasze małe niedociągnięcie pozostało niezauważone. Nie wyciągając naszej torby z czeluści bagażnika keszowozu, ruszyliśmy nim śmiało na drugą stronę zbiornika w celu pobrania próbek ku chwale nauki, wiedzy i Politechniki Krakowskiej.

keszomaniacy-interdyscyplinarna-kooperacja-czyli-jak-keszer-naukowcem-zostal-6Dla takich chwil warto żyć. Znak zakazu ruchu z tabliczką „nie dotyczy obsługi zbiornika”? Proste, że naukowiec piętaszek może go zignorować! Gdybyśmy byli sami, to bym jeździł obok tego znaku w tę i we wtę, naprzemiennie wrzucając pierwszy i wsteczny bieg. Ponieważ mieliśmy na pokładzie monikejro, a tuż za nami podążał karmati z gabolkiem, musiałem niestety poskromić wewnętrzną pokusę życia na granicy prawa. Na szczęście w odpowiednim czasie nadarzyła się okazja by w pełni wykorzystać dane nam tego dnia przywileje, kiedy to mogliśmy dumnie i z podniesioną głową przejść obok tabliczki „nieupoważnionym wstęp wzbroniony”. Oczywiście uczyniliśmy to bez wahania i z radością.

keszomaniacy-interdyscyplinarna-kooperacja-czyli-jak-keszer-naukowcem-zostal-7Niełatwe jest życie badacza. Pierwsze co nas spotkało po przyjeździe na miejsce to trzy niepocieszone z tego powodu psy, jeden równie poirytowany kot i złakniona przygód seniorka bacznie nas obserwująca z pobliskiego domu. Nie wiem jak seniorka, ale psy dawały głośny wyraz swemu niezadowoleniu i darły się wniebogłosy budząc zapewne wszystkich dookoła. Nie takie już jednak rzeczy w swoim życiu widzieliśmy i za nic mając ich wściekłe ujadanie rozpoczęliśmy transformację z trybu „normal” na tryb „off-road”.

Przedzierając się przez zwilżone poranną rosą zarośla szukaliśmy tego, co wciąż było nie odkryte. Mapy satelitarne mapami satelitarnymi, ale bez weryfikacji w terenie ich wartość badawcza i pewność wniosków wysuwanych na ich podstawie pozostawała na poziomie morza… „Może jest, a może nie ma”. Nasza dzielna drużyna ustaliła, że w trzech przypadkach jest, w jednym zaś obraz satelitarny wprowadzał w błąd i żadnego dopływu na miejscu nie było. Największą trudnością było dostanie się do strumienia, który praktycznie we wszystkich przypadkach mieścił się w dole głębokiego parowu (?).

– Schodzimy? – padło pytanie do grupy przy dość stromym zejściu, wzdłuż którego ciągnęło się na dodatek ogrodzenie świadczące o tym, że właściciel posesji niekoniecznie życzy sobie gości. Nawet tych, którzy służą nauce. Nikomu jakoś nie spieszyło się z rzuceniem jednoznacznej odpowiedzi i dialog był delikatnie mówiąc daleki od rozstrzygnięcia problemu…
– No nie wiem, jak myślicie?
– No w sumie też nie wiem, a Wy jak myślicie?
– No nie wiem, a Wy myślicie, że tam coś jest?
– No w sumie to nie wiem, a Wy jak myślicie?

keszomaniacy-interdyscyplinarna-kooperacja-czyli-jak-keszer-naukowcem-zostal-8Ilość głosów, które się wypowiadały nie zgadzała się z ilością osób w grupie, toteż zaczęliśmy się rozglądać za brakującym ogniwem. Okazał się nim być karmati, który nie mając podobnych dylematów sunął w dół niczym czołg, rozwiązując przy okazji nasz problem. Wszak nie godziło się zostawiać członka ekspedycji samego w jakimś nieznanym parowie, toteż ruszyliśmy na odsiecz stromym zejściem. Gdzieś między jedną stratą równowagi, a drugą doszliśmy z Szarotką do wniosku, że nauka nauką, ale jest całkiem spora szansa na to, że ta woda trafi do naszego zakamienionego kranu, później do filtra, po to by na końcu trafić do równie zakamienionego czajnika i w efekcie do naszych brzuszków, więc lepiej, żeby była porządnie przebadana. Efekt wart był zachodu, bo na końcu płynął sobie wartkim strumieniem mały potoczek, który aż się prosił, żeby pobrać z niego kilka próbek. Chociaż do picia z niego wody raczej nie zachęcał.

keszomaniacy-interdyscyplinarna-kooperacja-czyli-jak-keszer-naukowcem-zostal-10Dzierżąc w dłoni plastikową łopatkę i jeszcze bardziej plastikowy bukłak wody, ze świadomością, że tą oto łopatką i bukłakiem dorzucasz swoją małą, bardzo małą, no i i może troszkę ukruszoną cegiełkę do wielkiego świata nauki, możesz zdać sobie sprawę z tego, że oto otwiera się przed Tobą drugi kierunek drogi, która do tej pory była tylko jednokierunkowa. Teraz to Ty możesz wsiąść do swojego Żuka i zawieźć uczonym coś od siebie, dając tym samym swój wkład w rozwój naszej cywilizacji, zamiast czekać aż jej nowe zdobycze przyjadą do Ciebie wraz z promocją w markecie. Po takim doświadczeniu nie będziesz już pytać co nauka może zrobić dla Ciebie, ale co Ty możesz zrobić dla nauki. A jeśli będziesz mieć problemy z odpowiedzią to spytaj Murazora, on na pewno coś wymyśli.

W punkcie odbioru próbek pojawiliśmy się jako ostatni, choć byliśmy na tyle wcześnie, że zastaliśmy jeszcze wszystkich na miejscu. W sumie naszej drużynie udało się pobrać 4 próbki wody wraz z zawiesiną i tyle samo próbek osadu. Z tego co wiemy, pozostałe zespoły miały takie same wyniki, więc nie odstawaliśmy ani o krok. Jedni powiedzą, że to mało, inni nie powiedzą nic, ale nam w zupełności wystarczą słowa uznania głównego organizatora, który wydawał się być w pełni usatysfakcjonowany osiągniętymi przez drużyny badawcze wynikami. Zakończeniem IV edycji eventu z serii „Skąd się bierze jakość wody” było wspólne podejmowanie letterboxa autorstwa Lady Murazor umieszczonego na dobczyckiej zaporze. Poszukiwanie zakończyło się oczywiście pełnym sukcesem i do naszej kolekcji doszła kolejna geocachingowa pieczątka. Chcielibyśmy również pogratulować z całego serca gabolkowi, dla której był to zarówno pierwszy CITO jak i pierwszy letterbox. Tym bardziej cieszymy się, że mogliśmy być świadkami tej historycznej chwili.

     Posłowie

keszomaniacy-interdyscyplinarna-kooperacja-czyli-jak-keszer-naukowcem-zostal-11Naukowy event CITO w Dobczycach nauczył nas wielu pożytecznych rzeczy. Empirycznie dowiedliśmy, że plastikową łopatką nie da rady wykopać głębokiego dołka w kamienistym dnie. Przekonaliśmy się też, że nie ma sensu wjeżdżanie za lekko uchylony szlaban, bo prawdopodobnie kawałek dalej będzie drugi, już niekoniecznie uchylony i przy okazji tego doświadczenia mocno ograniczyliśmy nasze zaufanie do nawigacji samochodowej (zwłaszcza, że nagle znaleźliśmy się na lądowisku dla helikopterów). Jednak najważniejszą lekcją z tego wydarzenia jest to, że nawet zwykły, szukający po lasach plastikowych pudełek człowiek, może wspiąć się na ciut wyższy stopień ewolucji i stać się ważnym ogniwem w ambitnym, naukowym przedsięwzięciu (już za rok, a może i wcześniej?), czego wszystkim życzymy.

   źródło zdjęcia probówek: www.naukawpolsce.pap.pl

Tags: badania wody, CITO, Dobczyce, event, geocaching, Zapora w Dobczycach

Dodaj komentarz

loading
×
%d bloggers like this: