decoration decoration decoration
decoration
leaf leaf leaf leaf leaf
decoration decoration

Historia smoka Krakesza

Keszomaniacy - Historia smoka Krakesza 1

Był kiedyś czas, w którym bogowie schodzili na Ziemię by ingerować w ludzki świat wedle własnych upodobań. Był czas, w którym nieśmiertelni władcy wszystkiego co żywe i nieożywione, tego co materialne i niezmaterializowane, panowie mórz i powietrza, wody, ziemi i wiatru, władcy piorunów i ojcowie gwiazd żyli tocząc między sobą niekończące się wojny o dominację nad całym globem i wszystkimi żyjącymi na nim istotami. Wojny te, jak na dzieło boskie przystało, obfitowały w zjawiska i istoty nadprzyrodzone, siejące śmierć i zniszczenie wszędzie tam, gdzie się pojawiły. Bogowie tworzyli i powoływali do życia istoty, których jedynym celem była walka, a ich specjalizacją zabijanie.

Pewnego razu, kiedy nastał kolejny nowy dzień, na Ziemi panował niczym niezmącony spokój, który sam w sobie był dla mieszkańców planety czymś dziwnym i niezrozumiałym. Wszystkie żywioły ucichły, a Bogowie zniknęli. Do dziś niewiadomo co się z nimi stało. Jedni twierdzą, że odeszli w poszukiwaniu innych, większych światów do podbicia, inni myślą, że wyczerpani ciągłą walką zamknęli się w swoich boskich twierdzach, gdzie do dzisiaj zbierają siły do kolejnego starcia. Prawdziwych powodów ich zniknięcia nie zna jednak nikt. Ludziom natomiast przyszło mierzyć się jeszcze przez długi, długi czas z monstrami będącymi żywym reliktem wojny bogów. Istot tych było tak dużo, że walka z nimi trwała całe wieki, a ludzie zaczęli je badać, poznawać i nazywać. Tak oto w świadomości ludzkiej pojawili się jednoocy Cyklopi, ziejące ogniem i polujące na niewiasty i zwierzęta smoki czy czyhające w morskich otchłaniach na nieuważnych marynarzy Krakeny. A z każdym wiekiem, rokiem i dniem istot tych pozostawało coraz mniej, gdyż ginęły z rąk ludzkich jedna za drugą, aż w końcu nie pozostała przy życiu już żadna. Przynajmniej tak się wydawało, aż do pewnego dnia…

Pomimo tego, że pora była wczesna, za oknem panował półmrok, A nastroju grozy dopełniały walące o parapet krople deszczu i świszczący wściekle wiatr. Wydawać by się mogło, że słońce próbuje przedrzeć się przez gęste chmury, jednak każda próba przebicia się była brutalnie odpierana przez grzmoty i błyskawice. Można było odnieść wrażenie, że oto toczy się odwieczna walka pomiędzy dobrem i złem, z tym że to zło było tym razem w natarciu.

Sokrates od samego rana był jakiś niespokojny i biegał od okna do okna, zatrzymując się czasami na parapecie, gdzie zastygał bez ruchu patrząc w dal na coś, co tylko przenikliwe kocie oko było w stanie zobaczyć. Było to o tyle dziwne, że z reguły w taką pogodę jedyna aktywność fizyczna Sokratesa polegała na odwracaniu się co jakiś czas z jednego boku na drugi, co i tak powodowało u niego konieczność wzięcia głębokiego wdechu po wysiłku. Tego dnia jednak kocur był nad wyraz aktywny i niespokojny, co po części udzielało się również nam. Zachowanie naszego domowego drapieżnika osiągnęło apogeum absurdu w momencie, kiedy nie zważając na lejący deszcz i porwisty wiatr zażyczył sobie wyjść na balkon. A wiadomo, że jak kot ma życzenie, to człowiekowi nie pozostaje nic innego jak tylko je spełnić (oczywiście bez zbędnej zwłoki i z należytą starannością).

Keszomaniacy - Historia smoka Krakesza 2– Chory czy wściekły? – zapytałem Szarotki po czym otworzyłem okno balkonowe wypuszczając Bandytę na niepogodę. Ten niewiele myśląc rzucił się przed siebie i tyle go widziałem. Poszliśmy więc do kuchni zjeść śniadanie zastanawiając się co też w niego wstąpiło. Ledwo zdążyliśmy uchylić drzwi lodówki a z balkonu dobiegać zaczęły dźwięki świadczące o tym, że oto rozpoczęła się trzecia wojna światowa. Kocie warczenie i prychanie mieszało się z ciężkimi do identyfikacji odgłosami, a wszystko to przy akompaniamencie spadających doniczek i uderzeń o metalową poręcz. Odgłosy walki były tak głośne, że nie zakłóciły ich nawet walące jak oszalałe błyskawice spadające na ziemię w takt apokaliptycznych grzmotów. Przez chwilę wydawało się, że oto Sokrates sam jeden stawia czoła matce naturze i walczy z nadciągającą apokalipsą. Ruszyliśmy więc czym prędzej na odsiecz. Jak ginąć to z podniesioną głową! Gdy otworzyliśmy drzwi balkonowe coś wpadło do środka z impetem, który niemal nas powalił na ziemię, a w ślad za owym czymś wpadł wściekły Sokrates z miną słodkiego, kociego zabójcy, warczący tak, jak kot teoretycznie warczeć nie potrafi. Zmutowany bydlak czy jak? – zdążyłem pomyśleć po czym zabarykadowaliśmy się w pokoju niewiedząc co dalej robić. Walka przeniosła się na terytorium mieszkania. Nasłuchiwaliśmy jej z coraz bardziej rosnącym niepokojem. Miauczo-warczenie Sokratesa przeplatające się z dziwnym rykiem (no właśnie kogo? Czego?), dźwięk tłuczonych garów i rozbijanego szkła nie wróżyły niczego dobrego. Po chwili jednak wszystko ucichło i nastała głęboka, niczym niezmącona cisza…

Keszomaniacy - Historia smoka Krakesza 3– Idź i zobacz co to było – mówię do Szarotki – w razie czego będę Cię ratował – zapewniam szczerze, co chyba nie bardzo ją przekonało.
– Ty idź – odprychnęła Szarotka – w końcu jesteś silniejszy! – No właśnie! Chyba większa jest szansa na to, że silniejszy uratuje słabszego niż słabszy silniejszego nie?

Dyskusja trwała jeszcze chwilę, a że do porozumienia nie zbliżyliśmy się nawet o krok, stało się jasne że trzeba będzie iść razem. Drżącą ręką otworzyłem drzwi i wyszliśmy z pokoju. Naszym oczom ukazał się dziwny widok. Kuchnia wyglądała tak, jakby przed chwilą przeszło przez nią tornado. Powywracane szklanki, rozbite talerze i walające się po podłodze śmieci stanowiły obraz nędzy i rozpaczy. Przedpokój tonął natomiast w rozrzuconych butach, pomiędzy którymi znajdował się Sokrates będący w klinczu z małym, żółtzm stworzeniem. Oboje leżeli na boku starając się resztkami sił zdobyć choć minimalną przewagę nad przeciwnikiem. Nasz dzielny kocur trzymał przybysza swoimi zębiskami za kark, jednak sam będąc opleciony złotym ogonem niewiele prócz warczenia mógł zrobić. Ostrożnie podeszliśmy do stworka i zaczęliśmy rozdzielać splecionych wojowników, co przyszło nam ze sporym trudem.

Keszomaniacy - Historia smoka Krakesza 5Jakież było nasze zdziwienie kiedy po oderwaniu wciąż warczącego Sokratesa naszym oczom ukazała się mała, żółtozłota istota podobna do mitycznych stworów, które ponoć wyginęły dawno temu.
– Co to jest? Smok? – pytam Szarotki trzymając przybysza na bezpieczną odległość.
– Jak smok to powinien ogniem ziać, a nie zieje – odpowiada niepewnie Szarotka.
– Miauuu, wrrrr, miauu – dopowiada Sokrates.

Niewiedząc co dalej począć zamknęliśmy stworka w łazience i zaczęliśmy się zastanawiać co zrobić z przybyszem. Jednocześnie próbowaliśmy się uporać z pozostawionym po pojedynku pobojowiskiem. Ogarnięcie tego było trochę jak sprzątanie Stajni Augiasza, ale małymi kroczkami dochodziliśmy do jako takiego ładu i składu. W trakcie układania butów Szarotka natknęła się na małe, białe pudełko z zieloną pokrywą, które niewątpliwie nie należało do nas, a które do złudzenia przypominało… kesza.

– Ty znalazłaś, ty otwierasz – mówię do Szarotki wesół, że nie na mnie trafiło. Chcąc nie chcąc Szarotka ostrożnie zaczęła otwierać znalezisko. Z pudełka wypadł ołówek oraz woreczek strunowy z logbookiem w środku! Logbook był jednak pusty i nieopisany. Znalezisko natomiast było dla nas kolejną zagadką pogłębiającą aurę tajemniczości okrywającą przybysza.

Podobno żyją na świecie ludzie będący kontynuatorami, spadkobiercami i strażnikami wiedzy zdobywanej przez wieki przez wąskie grono najlepszych uczonych, którzy mieli swój czas na tej Ziemi. Wiedzy trudnej do zrozumienia i niemal tajemnej, wiedzy z którą przeciętny człowiek mógłby sobie nie poradzić. Keszomaniacy - Historia smoka Krakesza 4Zdobywali ją starożytni filozofowie greccy, zdobywali ojcowie kościoła i uczeni, którzy zmienili historię (m. in. Leonardo da Vinci, Mikołaj Kopernik czy Albert Einstein). Po wypytaniu wielu osób, po przeczytaniu niejednej książki i przejrzeniu niejednej strony internetowej udało nam się wytypować osobę, która z dużym prawdopodobieństwem była współczesnym strażnikiem wiedzy, dalekim potomkiem człowieka, który wstrzymał Słońce i ruszył Ziemię. A imię jej to CopernicusHigh. Wielu podejrzewało, że za uginającymi się od ciężaru jej segregatorów z drewniaczkami półkami, kryją się starodruki i wiekowe księgi, na których spisane są obserwacje i doświadczenia starożytnych. Wielu podejrzewało, jednak nikt tego głośno nie mówił, bo jak głosi plotka ponoć raz ktoś spróbował zapytać i od tamtej pory nigdy nie znalazł żadnego kesza, a na dodatek zaczął wszystko gubić.

Postanowiliśmy spróbować szczęścia i napisać do niej z prośbą o pomoc. Wiedzieliśmy, że żeby strażnik wiedzy zdradził, że jest strażnikiem musi usłyszeć tajemne hasło. I tu się schody zaczęły, bo skąd je zdobyć? Czas naglił, bo ileż można trzymać nieznane stworzenie w zamknięciu. Poza tym ile można wytrzymać bez korzystania z łazienki?! Choć trzeba przyznać, że stworek nie sprawiał problemów i nie dość że nie hałasował to jeszcze jadł wszystko co mu daliśmy. Tylko Sokrates czuwał cały czas pod drzwiami do łazienki i warczał jak pies. Nie wiem dlaczego, ale nie zastanawiając się długo napisałem do niej pierwszą myśl, która przyszła mi do głowy…

– Kto z drewniaczków się śmieje, nigdy nic nie znajdzie i jeszcze wyłysieje – wysłałem wiadomość i oboje zaczęliśmy czekać w napięciu na odpowiedź.
– Zaiste powiadam Wam, że tak właśnie się stanie – odpisała niemal od razu CopernicusHigh – czego potrzebujecie? Byliśmy uratowani! Od razu opowiedzieliśmy co się wydarzyło i zapytaliśmy co dalej począć z dziwnym przybyszem. To czego się dowiedzieliśmy przyprawiło nas o zawrót głowy…

Keszomaniacy - Historia smoka Krakesza 6– Na pewno słyszeliście o żyjących na Ziemi całe wieki temu smokach? – zaczęła po długiej przerwie pisać ponownie – Prawdopodobnie istota, która do was przybyła to mały smok. Kiedyś, gady te były potężne, zarówno pod kątem swojej mocy jak i rozmiarów. Każdy smok czegoś strzegł. Jedne pilnowały wejść do tajemnych miast i pomieszczeń, inne chroniły wykradzione wcześniej skarby, jeszcze inne pilnowały powierzonych im tajemnic. Każdy smok z natury jest strażnikiem. Z czasem jednak istoty te robiły się coraz mniejsze. Spowodowane to było tym, że były coraz bardziej prześladowane przez żądnych ich krwi ludzi, a im były mniejsze, tym łatwiej było im się schować. Nie zmieniła się jednak ich strażnicza natura. Smok, którego trzymacie w swojej łazience jest strażnikiem… Kesza. Być może jest to pradawny kesz? Być może ma właściwości magiczne? Tego nie wiem, ale sam fakt że zainteresował się nim mityczny gad czyni go wyjątkowym. Nie macie innego wyjścia jak wziąć go pod swoją opiekę. Żeby go oswoić musicie nadać mu imię, jednak nie byle jakie. Imię musi mu się spodobać, inaczej poczuje się urażony i marny będzie wasz los. A teraz wybaczcie, muszę już iść, bo wielu z drewniaczków się śmiało, a wciąż niewielu wyłysiało.

cropped-gotowelogo.pngCóż więc pozostało nam robić? Długo myśleliśmy nad imieniem dla niego, jednak nic nie przychodziło nam do głowy. Byliśmy już bliscy załamania, kiedy Szarotkę olśniło tak, jak mnie przy pisaniu hasła do strażnika…

– KRAKESZ! Będzie się nazywał Krakesz! – wykrzyknęła Szarotka – w końcu jest strażnikiem kesza, a skoro znalazł się u nas to możliwe, że jest potomkiem smoka wawelskiego i tym samym jest rodowitym krakusem!

Muszę przyznać, że pomysł mi się spodobał i oboje stwierdziliśmy, że jak nie to to nic innego. Weszliśmy do łazienki i popatrzyliśmy na gościa. Odwzajemnił spojrzenie tak jakby czekał na to co powiemy.

– Od dzisiaj będziesz nazywał się Krakesz – mówimy powoli obserwując reakcję. Oczy smoka błysnęły na chwilę, a później ze smoczego gardła wydał się dźwięk, który oznajmiać mógł tylko zgodę na zaproponowane imię. Tak oto do naszego grona dołączył smok narażając nas tym samym na zemstę Sokratesa. A znając tego Bandytę zemsta będzie bolesna i nieunikniona.

autor Keszomaniacy

Dodaj komentarz

loading
×
%d bloggers like this: