decoration decoration decoration
decoration
leaf leaf leaf leaf leaf
decoration decoration

4 beskydská piva 2016 – event

2

Oprócz grzebania w zaroślach, dziurach drzew czy szczelinach wszelakich (czasami również w śmieciach, co miało miejsce naprawdę) w celu odnalezienia kolejnej skrytki posiadamy z Szarotką drugie wspólne hobby, które uznać można za równorzędne z szukaniem skrzynek. Są to mianowicie górskie wędrówki. A cóż może być lepszego niż połączenie dwóch ulubionych rzeczy w jedną całość? Otóż drogi czytelniku – NIC!

Rzecz miała miejsce niedługo po zaprojektowaniu i zamówieniu przez nas nowych wzorów PWG, w czasie oczekiwania na realizację i odbiór upragnionych krążków. Szarotce ewidentnie ten temat spędzał sen z powiek…

– A kiedy się z kimś wymienię? A gdzie się wymienię? Myślisz, że znajdę jakiegoś drewniaczka w skrytce, żeby móc wymienić na mojego? Pójdziemy na event? Mam małą kolekcję. Chodźmy na event! Chcę na event!!! – i tak dzień po dniu pytaniom i żądaniom nie było końca. Cóż więc pozostało biednemu piętaszkowi począć, skoro sam stworzył tego potwora zamawiając swoje pierwsze PWG? Usiadłem z tabletem w dłoni i zacząłem patrzyć co się w keszerskim świecie dzieje. A działy się rzeczy ciekawe!

Wypatrywana przeze mnie ikona eventowej skrytki zaświeciła się na terenie górskim, w okolicach Babiej Góry. Aż się prosiła, żeby podglądnąć kto, co i kiedy…

1Organizatorem eventu 4 beskydská piva 2016 (anniversary) był AliMosta – keszer pochodzący z Czech, który jednak uwzględnił gospodarzy terenu, wrzucając również polską wersję opisu wydarzenia.

„5. doroczne spotkanie jak zawsze, jest przeznaczone dla wszystkich miłośników wędrówek górskich i złotego nektar” – już pierwsze zdanie miało moc przyciągania. Po krótkim wprowadzeniu w temat, autor szybko przeszedł do konkretów – „Stacji posiłków jest tutaj niewiele, więc należy zabrać co najmniej jedno piwo ze sobą. Spotkamy się na początkowych współrzędnych u starego szałasu na Mendralowej, glie otwieram mobilny szynk. Po pokonaniu długiego grzbietu i wspięciu na najwyższy szczyt, wyciągamy z plecaków drugie piwo. Mając dosyć widoków, oczekiwać będzie zejście do chaty na Markowych Szczowinach. Tutaj powinno uzupełnić deficit trzecim i czwartym piwem. (Kierowcy już mają pecha ..) Następnie wystarczy zejść w dół do parkingu i wrócić do domu” – niech się dzieje co chce, ale ten event bez nas odbyć się nie może!

Keszomaniacy - 4 BESKYDSKÁ PIVA 2016 – EVENT-1-Wyłącz ten cholerny budzik, bo jak Boga kocham zaraz skończy marnie – mówię do Szarotki o 5 rano w dzień eventu. Wiadomym jest, że 20 kilometrowy spacer po górach nie wygląda już tak atrakcyjnie z perspektywy ciepłego łóżka – nigdzie nie jadę – oznajmiam stanowczo czym budzę w Szarotce istnego demona. Moja stanowczość malała proporcjonalnie do ilości decybeli wydobywających się z szarotkowego gardła. Jedyne wsparcie, na jakie mogłem liczyć, to Sokrates, który ewidentnie podzielał mój pogląd na sytuację. Okazało się ono być jednak niewystarczające. Wstałem.

Gdy dotarliśmy na wskazany przez organizatora parking niewielka grupa przyjezdnych posilała się przy samochodach pod czujnym okiem mućki mlecznej. Pewności nie mieliśmy, ale ich bogate wyposażenie w odbiorniki GPS sugerowało, że są to nasi towarzysze dzisiejszej wędrówki. Zdecydowaliśmy wybadać temat i się przywitać…

Keszomaniacy - 4 BESKYDSKÁ PIVA 2016 – EVENT-2

  • Cześć! Przyjechaliście na event? – pytamy śmiało.
  • Ahoj! – odpowiadają wesoło, a ponieważ było dużo mniej osób niż wpisów „will attend” pod opisem wydarzenia, zagaduję czy to już komplet – ne, to je FTF! – słyszę w radosnej odpowiedzi.

Po kilku minutach dojechały jeszcze dwa auta, z których wyskoczyła reszta uczestników i po krótkich przygotowaniach parking zalało 15-sto osobowe morze (no może bardziej jeziorko) plecaków, kijków i elektronicznych gadżetów niezbędnych w trakcie poszukiwań skrytek. Zwarci i gotowi bez wahania ruszyliśmy przed siebie. Naprzód geowędrowcy!

Turystyczna fala ruszyła z zamiarem zdobycia legendarnego Diablaka nie bacząc na kamienie, błoto i trudności terenowe. Ruszyła i stanęła po… 100 metrach, dokładnie przed pierwszym rozwidleniem dróg…
– Którędy mamy iść? – pada pytanie grupy do organizatora.
– Jak mám vědět? Nikdy jsem tu! – odpowiada AliMosta z uśmiechem.

Keszomaniacy - 4 BESKYDSKÁ PIVA 2016 – EVENT-3Na szczęście przestój okazał się być tylko chwilowy i po krótkim czasie ruszyliśmy dalej, w kierunku Mędralowej, na której miało odbyć się oficjalne rozpoczęcie eventu oraz wielkie otwarcie mobilnego szynku Aliego. Geocachingowy event nie mógł obyć się bez poszukiwania skrywajek, zwłaszcza że kilka znajdowało się na naszej trasie. Pierwsza w nasze ręce wpadła skrzynka umieszczona przez bogobiga na Hali Kamińskiego. Tak się złożyło, że byliśmy z Szarotką na końcu grupy, dlatego też nie mieliśmy szans na znalezienie jej przed kolegami z Czech, ale czekając aż wszyscy się wpiszą postanowiliśmy poćwiczyć robienie selfie, z którymi musimy się pogodzić na potrzeby naszej strony. Cóż, nie od razu Kraków zbudowano…

 

Keszomaniacy - 4 BESKYDSKÁ PIVA 2016 – EVENT-4Zanim spoczęliśmy na koordynatach eventu, podjęliśmy jeszcze Slovensky severny pol 2, skrytkę na Mędralowej oraz Slovensky severny pol 1, który wymagał przejścia sporego, nieplanowanego kawałka drogi. Kesz był daleko żeby iść, ale z drugiej strony zbyt blisko, żeby go pominąć. Toteż ruszyliśmy za resztą z nadzieją na szybkie znalezienie. Odkrycie skrytki ukrytej w górach daje podwójną radość – z dojścia oraz ze zdobycia. Z racji położenia i potrzebnego wysiłku oraz czasu do tego, żeby skrytkę odkryć mają one niewiele wpisów, co tylko daje większą satysfakcję z możliwości umieszczenia swojego nicku w logbooku. Bardziej niż zwykle cieszy też uśmiechnięta gdzieś w środku lasu buźka na mapie znalezień. Warto się zmotywować.

 

Keszomaniacy - 4 BESKYDSKÁ PIVA 2016 – EVENT-5Mędralowa (1169 m n.p.m) – najwyższy szczyt Beskidu Makowskiego znajdujący się na skraju Hali Mędralowej. Kiedyś było to miejsce wypasania owiec, a obecnie stanowi dobry punkt widokowy na Magurkę i Jałowiec. Po dawnych czasach pozostał tylko szałas dający schronienie w niepogodę oraz możliwość spędzenia nocy pod dachem przed dalszą wędrówką. Przy tym też szałasie zrobiliśmy krótką przerwę. AliMosta otworzył swój szynk racząc nas czeskim piwem, a my sięgnęliśmy po zapasy jedzenia i wspólnie zbieraliśmy siły na dalszą część wycieczki. W międzyczasie udało nam się odkryć kilka travel booków (w tym również bardzo ładne coiny) oraz dokonać wymiany naszych drewniaczków. Event oficjalnie się rozpoczął.

 

Keszomaniacy - 4 BESKYDSKÁ PIVA 2016 – EVENT-6Jak to w życiu bywa, wszystko co dobre szybko się kończy. Po ok 30 minutach musieliśmy przerwać sielankę i ruszać w dalszą drogę. Pomimo tego, że przeszliśmy już ponad 4 kilometry to byliśmy dopiero na początku wędrówki. W oddali majaczyła sylwetka Diablaka rzucając nam wyzwanie, a po drodze wciąż czekało na znalezienie kilka keszy. Spakowaliśmy nasze rzeczy i razem z całą grupą ruszyliśmy śmiało przed siebie. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że niebawem przyjdzie nam się zmierzyć z trudnym przeciwnikiem, którego pokonać niemal się nie da – Czasem, któremu na nasze nieszczęście w sukurs szła już pogoda (czego również wtedy nie wiedzieliśmy). A wszystko rozegra się na terenie Matki Niepogód, Kapryśnicy – Babiej Góry zwanej Diabelskim Szczytem.

Babia Góra (słow. Babia Hora) inaczej zwana Diablakiem, jest liczącym 1725m n.p.m najwyższym szczytem masywu górskiego o tej samej nazwie w Paśmie Babiogórskim oraz najwyższym szczytem Beskidów Zachodnich. Masyw ten rozciąga się od Przełęczy Jałowieckiej Północnej po przełęcz Krowiarki, od strony której już kiedyś zdobywaliśmy szczyt. Nasza trasa biegła wzdłuż polsko – słowackiej granicy, od Mędralowej przez Jałowcowy Garb, gdzie ukryty był kesz i Małą Babią Górę, na której również czekała na nas skrytka.

Szybko stało się jasne, że zachowanie kondycyjnej twarzy będzie wymagało z naszej strony sporych poświęceń. Tempo narzucone przez Czechów bardziej podpadało pod biegi górskie niż pod spokojną wędrówkę, choć uczciwie przyznać trzeba, że w grupie byli też mniej wyrywni wędrowcy. Jako, że byliśmy z Szarotką jedynymi Polakami to czuliśmy się zobowiązani iść raczej z przodu stawki niż pozostawać w ogonie. Dodatkową motywacją był fakt, że przecież zdobywaliśmy polski szczyt, a kto to widział, żeby Polak na swoją górę wchodził ostatni?! Trzeba przyznać, że podejście na Małą Babią Górę dało nam we znaki. Pomimo tego, że trochę już w życiu gór przeszliśmy to nie obyło się bez przystanków na złapanie oddechu, co świadczy tylko o tym, że lata młodości powoli zaczynają się kończyć (przynajmniej u mnie, bo Szarotka ma jeszcze trochę rezerwy). Po nieco ponad dwóch godzinach marszu udało nam się zdobyć szczyt Małej Babiej Góry, skąd widać już było cel naszej wyprawy w pełnej krasie.

 

Keszomaniacy - 4 BESKYDSKÁ PIVA 2016 – EVENT-7Wierzchołek Babiej Góry sprawia wrażenie usypanego z kamieni kurhanu. Legenda mówi, że są one wysypane przez kobietę – olbrzymkę, jednak równie dobrze mogą być ułożone przez strażnika góry, który krwawo rozprawia się z tymi, którzy zejdą z wytyczonego szlaku i chowa ich pod stertą głazów na wieczny spoczynek. Trwogi dodawały słyszane w oddali grzmoty oraz powoli zbierające się ciemne chmury. Burza rozszalała się daleko od nas, gdzieś w okolicach Mędralowej, jednak nic nie wskazywało na to, żeby szła w naszą stronę. Zdecydowaliśmy się zaatakować szczyt, zakładając że zejdziemy od razu po wejściu i znalezieniu ostatniego kesza. Dochodząc do szczytu zaczęliśmy odczuwać powiewy wiatru, które z każdym krokiem wydawały się być silniejsze, zupełnie tak, jakby góra mówiła do nas „nie idźcie dalej”. Pomimo to przed nami ukazała się tabliczka oznajmiająca dojście do celu. Na górze czekał AliMosta wraz z kolegą, którzy delektowali się złotym nektarem nie przejmując się coraz bardziej psującą się pogodą. Szarotka rzuciła się do poszukiwań skrytki, a ja pilnowałem plecaków próbując wypatrzyć z daleka potencjalne miejsce ukrycia. Z pomocą przyszedł nam Ali, który znalazłszy ją wcześniej naprowadził Szarotkę na miejsce ukrycia pojemnika. Po szybkim wpisie udało nam się zrobić pamiątkowe zdjęcie i w tej samej chwili Diablak zaczął się budzić do życia. – Do zobaczenia w schronisku! – krzyknęliśmy do AliMosta i ruszyliśmy w dół.

 

Keszomaniacy - 4 BESKYDSKÁ PIVA 2016 – EVENT-8W jednym momencie, kiedy zrobiliśmy pierwszy krok z zamiarem zejścia, rozległ się diabelski rechot. Grzmoty, które jeszcze niedawno słyszeliśmy daleko od nas, teraz uderzały wszędzie dookoła. Niebo zasnuły czarne chmury, z których biły gradowe kule połączone z lodowatym deszczem. Wiatr szyderczo tańczył wkoło, próbując nas zepchnąć ze szlaku. Gdzieniegdzie widać było błysk tańczących piorunów. Wydawać by się mogło, że oto jeździec apokalipsy przemierza w gniewie beskidzkie szczyty w poszukiwaniu zbłąkanych wędrowców. Nie mieliśmy się gdzie schować, więc ruszyliśmy w dół z nadzieją na znalezienie bezpiecznego miejsca. Każdy krok groził stratą równowagi i niósł ryzyko ześlizgnięcia się z mokrych kamieni. Woda wsiąknęła w nasze ubrania, przedarła się do butów i wspólnie z wiatrem sprawiła, że stawy zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Szarotka dzielnie szła moim śladem nie okazując ani strachu, ani zmęczenia. Oboje walczyliśmy zarówno z pogodą jak i samym sobą.

Nie wiem ile czasu upłynęło zanim zeszliśmy z „kurhanu”, ale nie trwało to długo. Udało nam się dotrzeć na bezpieczniejszy teren i w momencie kiedy zeskoczyliśmy z ostatniego kamienia wszystko ucichło. Grad przestał sypać, wiatr przycichł, ulewa zamieniła się w lekki deszczyk. Jeździec pojechał dalej.

Dalsza droga była hartowaniem ducha i próbą ciała. Każdy krok był niczym uderzenie kowalskiego młota w obrabianą stal. Hartowaliśmy się jeszcze długi czas zanim dotarliśmy do schroniska, a później do samochodu. Schronisko było przepełnione ludźmi i nasze plany zagrzania się i odpoczynku spełzły na niczym. Turyści siedzieli przy stolikach, na korytarzu, schodach i przed wejściem tak, że nie było się gdzie rozłożyć. Postanowiliśmy więc iść dalej, pomimo tego, że ciągle padało i co jakiś czas słychać było grzmoty, które towarzyszyły nam już całą drogę do auta. Pożegnaliśmy się z kilkoma spotkanymi w schronisku uczestnikami eventu i ruszyliśmy przed siebie…

Epilog

Po niecałych dwóch godzinach marszu doszliśmy na parking, z którego zaczęliśmy wycieczkę. Szarotka okazała się być bardziej przezorna niż ja i szybko przebrała się w suche rzeczy, które wcześniej zostawiła w samochodzie. A ja? Cóż… Myślę, że nic tak nie motywuje do przestrzegania przepisów ruchu drogowego jak wizja kontroli drogowej w sytuacji, kiedy kierowca zamiast spodni i bielizny ma narzuconą wilgotną bluzę na nogi.

[read more=”Zobacz 4 piwa w liczbach!” less=”Ukryj”] 

Event na Babiej Górze odbył się 28 maja 2016 roku z inicjatywy AliMosta. Numer wydarzenia na geocaching.com to: GC6F945. A oto krótkie podsumowanie dnia:


Keszomaniacy - 4 BESKYDSKÁ PIVA 2016 – EVENT-9Trasa, którą szliśmy:
Nad Czatożą – Hala Kamińskiego – Mędralowa – Przełęcz Jałowiecka – Mała Babia Góra – Babia Góra – Schronisko na Markowych Szczawinach – Markowa – Nad Czatożą

Czas przejścia:
ok 7h 30min.
Długość przebytej trasy: 24 kilometry
Zdobyliśmy 35 punktów do odznaki GOT

Znaleźliśmy 8 górskich skrytek (w tym event)
Odkryliśmy 10 Travel Bugów, z czego dwa wzięliśmy ze sobą w dalszą podróż.

Keszomaniacy - 4 BESKYDSKÁ PIVA 2016 – EVENT-10Zwiększyliśmy nasze kolekcje drewniaczków oraz otrzymaliśmy eventowego CWG. A do naszych książeczek górskich doszły dwie nowe pieczątki.

No i co najważniejsze, poznaliśmy bardzo pozytywnych ludzi o objawach podobnej do naszej choroby… KESZOMANII! 🙂

 [/read]

autor Keszomaniacy

Tags: Babia Góra, event, geocaching, górskie wycieczki, keszomaniacy, skrytki, skrzynki, szukanie skarbów

Dodaj komentarz

loading
×
%d bloggers like this: